Książki dla dzieci w wieku 2 – 3 lat

Miszce stuknęły trzy lata, nadszedł więc czas, aby zrobić przegląd książek, które czytaliśmy w minionym roku.

Literatura dwulatka krzepi serce matki, ponieważ proste onomatopeje typu „dziki biegną łubudubu tup tup tup” czytane po tysiąckroć razy dziennie odchodzą powoli w zapomnienie, a dziecko wkracza w nowy wymiar czytelniczy. Książki dwulatka posiadają już krótką, nieskomplikowaną fabułę, jednak to ilustracja wciąż gra pierwsze skrzypce. Dlatego oprócz czytania, dobrze jest z dzieckiem porozmawiać o tym, co widać na obrazku. Treść zazwyczaj ubrana jest w wielką czcionkę. Najlepiej sprawdza się temat dobrze znany dwulatkowi. Dziecko w tym wieku to już wulkan energii i skupienie uwagi na dłużej może być problematyczne, dlatego dłuższe bajki i skomplikowane wiersze jeszcze odpadają.

Nabyłam pewnego doświadczenia w zeszłym roku: ufam seriom – jeżeli książka się sprawdziła, sięgam po następną z cyklu. Dwulatki lubią, gdy pojawiają się Ci sami bohaterowie i mogą się z nim utożsamiać. Coraz częściej sięgamy po rymowane historyjki, które szybko zapadają w pamięć maluchowi.

Standardowo rozpoczynam recenzję od pozycji najbardziej lubianych przez Miszę. Jest tego całkiem sporo, więc jeżeli interesują was tylko opisy poszczególnych tytułów – umieszczam spis z odnośnikami do konkretnej recenzji.

„Gruffalo” Julia Donaldson, wyd. Tekturka


Co? Gruffalo? A co to takiego?
Czyżbyś nie wiedział tego kolego?

Jeszcze do niedawna „Gruffalo” był białym krukiem, ponieważ tak się dziwnie na czytelniczym rynku zadziało, że popyt na historię leśnego stwora i małej, sprytnej myszy przewyższył podaż. Potem wydawnictwo Tekturka ustanowiło dodruk.

Udało mi się kupić „Gruffala”, gdy był jeszcze białym krukiem od jakiejś nieświadomej jego wartości czytelniczki. Zapłaciłam za niego jedną piątą oferowanej przez innych wystawców ceny, chociaż gotowa byłam dać więcej, bo bardzo zżerała mnie ciekawość, w czym leży fenomen tej książki – tak trudno u nas dostępnej, a w Wielkiej Brytanii będącej pozycją w kanonie lektur przedszkolaka.

Obecnie cytuję „Gruffala” z pamięci – głównie dlatego, że naprawdę wiele razy ją czytaliśmy. Naprawdę. Wiele. Razy. Misza miał na „Gruffala” zajawkę, a ja nie przewracałam oczami na jego widok, bo przyjemnie mi się go czytało. Po części dlatego, że sama historia jest pomysłowa i konstrukcyjnie prosta przez powtarzalność sytuacji, natomiast polski przekład jest wręcz fenomenalny, przez co Gruffalo łatwo zapada w pamięć.

Fabuła opowiada o małej myszy, która w ciemnym lesie chciała zażyć raz ruchu. Niestety co rusz spotyka kogoś, dla kogo mogłaby stać się sytym posiłkiem. Żeby wyjść z opresji, mała spryciula wymyśla Gruffala – straszliwego potwora będącego ostatnim ogniwem łańcucha pokarmowego i w dodatku dobrym kumplem myszy. Z takimi znajomościami żaden z leśnych drapieżników nie zaryzykuje zjedzenia gryzonia. Kłamstwo idzie gładko, dopóki mysz nie spotyka… samego Gruffala, który, jak się okazuje, gustuje najbardziej w myszach.

Historia jest naprawdę przezabawna, więc nie zdradzam zakończenia. Uprzedzam, że w tej całej historii nie zostało zjedzone ani jedno zwierzątko. Czy nawet potwór.

OPRAWA GRAFICZNA

Wnętrze „Gruffala” jest ładne, chociaż nie jest to ilustratorski majstersztyk. Natomiast bohaterowie w takiej formie, w jakiej wymyślił ich Axel Scheffler na stałe wpisali się w popkulutrę i obecnie nie funkcjonuje inny wizerunek Gruffala niż ten, który wyszedł spod ręki tego artysty.

CIEKAWOSTKI

– Bestseller doczekał się drugiej części „Dziecko Gruffala”. Gruffalo przestrzega swoją córkę przed groźną i niebezpieczną Złą Mychą, którą niegdyś miał nieszczęście spotkać. Dzieci jak to dzieci – lubią robić na przekór swoim starym, więc córka Gruffala, wykorzystując drzemkę ojca, wymyka się do lasu, aby przekonać się, czy Wielka Zła Mycha istnieje.

„Córka Gruffala” świetnie dopełnia pierwszą część, więc koniecznie zapatrzcie się w brakujący egzemplarz, jeżeli go jeszcze nie macie na półce.

– Na podstawie obu książek powstały filmy animowane

Ocena Miszy 5/5
Moja ocena 5/5

„Gruffalo” Julia Donaldson, wyd. TekturkaGruffalo Julia Donaldson Gruffalo Julia Donaldson

„Miejsce na miotle” Julia Donaldson, wyd. EneDueRabe


„Kto traci, ten płaci” – mówi przysłowie, ale na pewno nie tyczy się to pewnej rudowłosej czarownicy, która podczas lotu na miotle, gubiąc po drodze różne czarodziejskie artefakty, zyskuje bardzo wartościowych przyjaciół.

Historyjka napisana żartobliwie, z powtórzeniami sytuacji, wpadającymi w ucho rymami – czuć w niej wyraźnie klimat „Gruffalo”.

Ocena Miszy 5/5
Moja ocena 5/5
Miejsce na miotle Julia Donaldson Miejsce na miotle Julia Donaldson Miejsce na miotle Julia Donaldson

„Kształty”, wyd. Olesiejuk


Bardzo ciekawie skonstruowana książeczka z okienkami, mająca wprowadzić malucha w świat figur geometrycznych. Zawiera w sobie proste zadania do wykonania, polegające na wyszukiwaniu informacji pod okienkami.

Ocena Miszy 5/5
Moja ocena 5/5

Kształty Olesiejuk Kształty Olesiejuk

Seria „Tupcio Chrupcio” Eliza Piotrkowska, wyd. Siedmioróg


Tupcio Chrupcio to mały myszorek, który styka się z realnymi, dziecięcymi problemami – nie potrafi się dzielić, boi się iść do lekarza czy przedszkola, grymasi przy jedzeniu, bywa zazdrosny o siostrę. Każda książka serii porusza jeden z problemów i pokazuje, jak świetnie Tupcio poradził sobie w niedogodnej dla siebie sytuacji.

Ten niepozorny „Tupcio Chrupcio” okazał się być książką bardzo kontrowersyjną wśród ugrupowań parentingowych. Rodzice często zarzucają książce „promowanie złych zachowań” (ileż to dzieci mówiło za Tupciem na warzywa „zielone paskudztwa”) i „stosowanie przestarzałych i nieskutecznych metod wychowawczych” (oj, tutaj się oberwało rodzicom Tupcia, którym rzekomo daleka jest idea wychowania w duchu RB).

Co by nie mówić, faktem jest, że kultura małego bohatera pozostawia wiele do życzenia. Tupcio chce jeść słodycze na obiad (unikając przy tym mycia zębów), nie zawsze jest miły dla siostry, pyskuje mamie i czasem kłamie. Ba, nawet kradnie! Zarzutów wobec zachowania małego myszorka, a nawet jego rodziców, jest sporo i jest to według mnie pewne… czepialstwo.

Zarówno mi i synkowi podoba się przerysowane, choć w przypadku niektórych rodziców pewnie realistyczne zachowanie Tupcia – jest reprezentantem każdego dziecka, którym targają typowe dla kilkulatka emocje, przez co nie zawsze jest grzeczny. Mały bohater jednak zawsze odczuwa negatywne skutki swoich niemiłych poczynań i przechodzi przemianę, w czym często pomagają mu rodzice.

Z tymi rodzicami Tupcia to bywa tak, że ewidentnie czasem mają swojego dziecka… dość. I być może ich propozycje rozwiązywania niektórych problemów nie do końca są trafne, ale ich postawy mogą być fajnym pretekstem do rozmowy z dzieckiem, że i czasami my dorośli nie wytrzymujemy, emocje biorą górę i postępujemy nie do końca jak trzeba.

Bardzo lubimy z Miszą czytać „Tupcia Chrupia”. Dzięki jednej z książeczek, obrazowo wytłumaczyliśmy Miszy, dlaczego warto dzielić się z innymi, a także przezwyciężyliśmy jego niechęć do wizyty u lekarza i trochę wytłumaczyliśmy, że nie zawsze można we wszystkim wygrywać i być najlepszym.

OPRAWA GRAFICZNA

Podobają mi się bohaterowie przedstawieni w Tupciu – mają słodki wygląd (ale nie przesłodzony) i mimo personifikacji, anatomia zwierzęcych bohaterów zaprezentowana jest dość wiernie. Podoba mi się pomysłowe przedstawienie wnętrza domu gryzoni, w którym meble zbudowane zostały z resztek przedmiotów używanych przez ludzi np. zlew ze słomki od napoju i kapsla, krzesełko do karmienia zrobione z zapałek i korka.

Ocena Miszy 5/5
Moja ocena 5/5

Tupcio Chrupcio Eliza Piotrowska Tupcio Chrupcio Eliza Piotrowska Tupcio Chrupcio Eliza Piotrowska Tupcio Chrupcio Eliza Piotrowska

Seria „Ulica Czereśniowa” Rotraut Susanne Berner, wyd. Dwie Siostry


Nie wiem, czy potrzeba jeszcze komuś „Ulice Czereśniową” przedstawiać. Jest to książka bez słów, z samymi ilustracjami – każda strona książki dedykowana jest jednemu wycinkowi ulicy Czereśniowej. Wyszukujemy na nich konkretnych bohaterów, układamy w naszych głowach ich historię, a z nieco młodszymi możemy pobawić się w wyszukiwanie szczegółów – ile osób czeka na pociąg? A gdzie jest kotek? Co można kupić w tym sklepie itp. Ci, którzy posiadają inne części „Czereśniowej” dodatkowo obserwują, jak zmienia się ulica w przeciągu różnych pór roku i jak dalej toczą się losy jej mieszkańców. Sposobów na czytanie tej książki znajdzie się pewnie jeszcze więcej. Cały cykl o ulicy Czereśniowej rozwija spostrzegawczość, uczy logicznego myślenia, analizowania sytuacji przyczynowo-skutkowej.

Ocena Miszy 5/5
Moja ocena 5/5


czeresniowa-min czeresniowa3-min Ulica Czereśniowa Berner Rotraut Susanne Dwie Siostry

„Ale kupa! Co masz w pieluszce?” Guido van Genechten, wyd. Nasza Księgarnia


Jedna z książek, która towarzyszyła nam, gdy żegnaliśmy się z pieluszką. Bohaterką jest mała, ciekawska myszka, która zagląda swoim przyjaciołom do pieluszek. Czytelnik może odchylić każdemu bohaterowi pieluszkę, ponieważ pełnią funkcję okienek, pod którymi znajduje się charakterystyczna dla danego zwierzęcia kupa – królicze bobki, krowi placek, końskie łajno 🙂 Na koniec zwierzęta proszą myszkę, aby ona zaprezentowała zawartość swojej pieluszki i okazuje się, że jest ona pusta, ponieważ mała bohaterka używa nocnika.

Była to dla mnie dość kontrowersyjna lektura i na początku niekomfortowo mi się ją czytało, ale Miszy odkrywanie, jaka kupa kryje się w pieluszce danego zwierzątka sprawiało frajdę. Jeżeli mogłabym się do czegoś obecnie przyczepić, to zdecydowanie lepszym posunięciem byłoby sporządzenie tej książki w grubym formacie z kartonowymi stronami, tym bardziej, że jest ich niewiele. Okienka można łatwo wydrzeć, a po temacie wiemy, że książka przeznaczona jest dla bardzo młodego czytelnika.

OPRAWA GRAFICZNA

Nieskomplikowana grafika, ale jednocześnie bardzo estetyczna. Postacie są duże, uproszczone, a jednak koń wygląda jak koń, mysz jak mysz.

Ocena Miszy 5/5
Moja ocena 4/5

„Ale kupa! Co masz w pieluszce?” Guido van Genechten, wyd. Nasza Księgarnia „Ale kupa! Co masz w pieluszce?” Guido van Genechten, wyd. Nasza Księgarnia „Ale kupa! Co masz w pieluszce?” Guido van Genechten, wyd. Nasza Księgarnia

„Pucio mówi pierwsze słowa” Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, wyd. Nasza Księgarnia


„Pucio” towarzyszył nam już w poprzednim roku, gdy Misza uczył się wypowiadać pierwsze słowa. Kontynuacja przypadła nam tak samo do gustu. W tej części towarzyszymy Puciowi od rana do nocy – wykonujemy czynności higieniczne, spożywamy posiłki, spędzamy dzień w przedszkolu czy basenie i celebrujemy urodziny. Dziecko zapoznaje się z podstawowymi słowami z otoczenia Pucia – można spróbować odszukać je na ilustracji, wskazać, kto wykonuje daną czynność. Mojemu dziecku spodobało się „układanie” zabawek w przedszkolu – wskazywanie do jakiego pojemnika powinna zostać odłożona zabawka. W późniejszych latach „Pucio” może posłużyć jako pomoc dydaktyczna przy nauce czytania.

Podobnie jak w pierwszej części, autorka na wstępie instruuje nas, na czym skoncentrować się, a czego uniknąć przy nauce mówienia. Na końcu otrzymujemy wykaz wszystkich zwrotów zaprezentowanych w książce, co również daje potencjał do zabawy z dzieckiem. Oczywiście plus za kartonowe strony, które ułatwiają dziecku wertowanie książki.

OPRAWA GRAFICZNA

Bardzo lubię oprawę graficzną Pucia, jaką zafundowała książce Joanna Kłos. Ilustracje są kolorowe, ale stonowane, bardzo przyjemnie się je ogląda.

Ocena Miszy 5/5
Moja ocena 5/5

„Pucio mówi pierwsze słowa” Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, wyd. Nasza Księgarnia „Pucio mówi pierwsze słowa” Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, wyd. Nasza Księgarnia „Pucio mówi pierwsze słowa” Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos, wyd. Nasza Księgarnia

„Tam, gdzie żyją dzikie stwory” Maurice Sendak, wyd. Dwie Siostry


A wtedy popłynął przez noc i dzień
Z tygodnia w tydzień
Niemal na drugą stronę roku
By dotrzeć tam, gdzie żyją dzikie stwory.

Tuż po „Gruffalo” kolejna książka, którą recytuję z pamięci, bo dość często była w naszych rękach. Podobnie jak „Gruffalo” pozycja ta zajmuje ważne miejsce w brytyjskim kanonie literatury wczesnodziecięcej.

Bohaterem historii jest mały Max, który przez swoje niesforne psoty został wysłany do łóżka bez kolacji. Maxa ponosi wyobraźnia i trafia tam, gdzie jego zachowanie jest jak najbardziej na miejscu – do krainy dzikich stworów!

Piękna książeczka na dłuższy czas. Dla dwulatka jest to ciekawa historia o chłopcu, który bawił się z potworami, starszak dostrzeże wielką rolę miłości dziecka i rodzica, która przywołuje malca do opuszczenia krainy