początek http://www.noszerazykilka.pl Na wszystko mam opowieść. Mon, 21 Dec 2020 18:19:43 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.6.30 Przegląd #wrzesień, #październik, #listopad, #grudzień http://www.noszerazykilka.pl/przeglad-wrzesien-pazdziernik-listopad-grudzien/ http://www.noszerazykilka.pl/przeglad-wrzesien-pazdziernik-listopad-grudzien/#respond Wed, 17 Jan 2018 21:10:29 +0000 http://www.noszerazykilka.pl/?p=2777 przeglądMumin-minJak idzie realizacja noworocznych postanowień? U mnie chyba całkiem dobrze, skoro publikuję już drugi post w tym miesiącu. Znalazła się chwila wytchnienia, dlatego przysiadłam, aby naskrobać wam tradycyjnie kilka polecajek z minionych miesięcy ubiegłego roku. Ale najpierw podsumowanie tego, co […]]]> przeglądMumin-min

Jak idzie realizacja noworocznych postanowień? U mnie chyba całkiem dobrze, skoro publikuję już drugi post w tym miesiącu. Znalazła się chwila wytchnienia, dlatego przysiadłam, aby naskrobać wam tradycyjnie kilka polecajek z minionych miesięcy ubiegłego roku.

Ale najpierw podsumowanie tego, co działo się na noszerazykilka.pl w tych miesiącach. Raz – pojawiły się wpisy o naszym pobycie na Węgrzech (w królestwie dobrego wina – Tokaju oraz stolicy państwa -Budapeszcie) tym samym wątek Eurotripu został poprowadzony do końca. Finalizuję drobnym podsumowaniem, które pokazuje rachunek, jaki wystawił nam na koniec Eurotrip, a także wpływ, jaki miał na nasze późniejsze życie. Z poczuciem spełnionej misji zabieram się za opis kolejnych podróży, których po Eurotripie było co nie miara. Zgodnie z Te. uznaliśmy, że kolejne wpisy będą miały już nieco inną formę – bardziej pragmatyczną. Eurotrip pisany był jeszcze w zamiarze prowadzenia pamiętnika z wyprawy. Nie przypuszczałam wtedy, że blog będzie cieszył się powodzeniem i będziecie doszukiwali się w nim stricte praktycznych wskazówek. W kolejnych opisach wypraw będzie więcej przydatnych informacji i ciut mniej prywaty.

W październiku gościliśmy w Mińsku na Białorusi. Wypad był nieco spontaniczny – skorzystaliśmy z powstałej niedawno opcji bezwizowych przelotów. Procedura przejścia granicy polsko-białoruskiej jest banalnie prosta i każdy jej etap został przeze mnie szczegółowo przedstawiony we wpisie „Jak wyjechać na Białoruś bez wizy”.

W okresie przedświątecznym odkurzyłam dział „Zawadiaka tworzy”. Święta to bardzo wdzięczny okres dla rękodzielnictwa. Jeszcze w listopadzie powstał kalendarz adwentowy, którego część składową – etykietki z numerami dni pozostałych do Świąt, możecie pobrać za free z bloga. Teraz to wam się słabo przyda, ale przypomnę o nich za rok 😉 Pojawiło się również porównanie dwóch receptur na wykonanie niebanalnych ozdób świątecznych – z masy porcelanowej i masy sodowej. Zachęcam do zapoznania się z moimi spostrzeżeniami, nim sięgnięcie po któryś z przepisów.

A teraz kilka polecajek z 4 miesięcy:

NAJLEPSZE FLMY

„Casting na JonBenet” reż. Kitty Green

Mała, sześcioletnia blondyneczka wchodzi na scenę, przedstawia się: „Mam na imię Hannah, ubiegam się o rolę JonBenet Ramsey”. Wzrok kieruje na kamerę, wprost w oczy widza i pyta: „Wiecie, kto zabił JonBenet Ramsey?”

No właśnie. Wiecie? Jeżeli nie, to pod koniec filmu będziecie wiedzieć. Bo właśnie takie zadanie ma dokument „Casting na JonBenet”. To prowokacja, która ma na celu wyrobienie u widza własnego zdania na temat, kto w 1996 roku zamordował małą miss piękności. Film jest szansą na wydanie wyroku, który nigdy nie zapadł.

Morderstwo sześcioletniej JonBenet Ramsey wstrząsnęło światem, bo chyba nic tak nie porusza, jak śmierć niewinnego dziecka. A jeżeli w morderstwo uwikłani są członkowie rodziny, wtedy mamy buchającą ogniem sensację. Jednak, pomimo sporej liczby dowodów, sprawcy nigdy nie złapano. I to czyni sprawę śmierci JonBenet Ramsey jeszcze bardziej tajemniczą i fascynującą.

Dokument ma formę castingu, podczas którego dobierani się aktorzy do odegrania ról członków rodziny Ramsey oraz innych osób potencjalnie wmieszanych w sprawę morderstwa dziewczynki. Wybór aktorów nie jest przypadkowy – dzielą się oni na dwie grupy: pierwsza to osoby, które pochodzą z miasta, w którym doszło do zbrodni. Znają oni lokalne plotki i są emocjonalnie związani z tragedią. Druga grupa to osoby, w życiu których pojawiły się pewne doświadczenia, które rzutują na odbiór przez nich sprawy morderstwa (np. opis zachowania rodziców po śmierci brata jednej z aktorek). Otrzymujemy więc polifonię różnorodnych opinii, które mają mieć wpływ na zbudowanie tej jednej – opinii widza.

Wisienką na torcie jest finalna scena, gdzie wszyscy aktorzy odgrywają warianty tego, co mogło zajść w domu Ramsey’ów. Jeżeli może być do dla was jakąś wykładnią, to wyznam, że w tym momencie zakręciła się w moim oku łza. Naprawdę warto obejrzeć dokument nie tylko ze względu na mocny temat, ale za formę ciekawego eksperymentu społecznego, którego widz jest poniekąd częścią.

 „Początek” reż. Mike Cahill

Chcę wam opowiedzieć historię, jak oczy zmieniają ten świat.

Zawsze mam problem, jak zachęcić do obejrzenia tego filmu, tak, aby nie zdradzić zakończenia i żeby swoją opowieścią nie sprowadzić fabuły do banalnego melodramatu. „Początek” pokazuje miłość dwojga młodych ludzi: stąpającego twardo po ziemi, młodego naukowca Iana oraz modeliki Sofii, której filozofia życia silnie zakorzenia się w ezoteryce. Mimo łączącego ich uczucia dochodzi między nimi do starć. Podmiotem dyskusji często bywa podmiot pracy Iana. Naukowca fascynują ludzkie oczy i swoimi badaniami chce dowieść, że coś tak idealnego i niepowtarzalnego jak oko zostało wytworzone na drodze procesów ewolucji, podważając tym samym argument, że oczy są obrazem duszy, natchnionym dziełem Stwórcy. Krócej ujmując, Ian chce udowodnić, że Boga nie ma. Z czym oczywiście nie zgadza się uduchowiona Sofi.

To tylko ogólny zarys fabuły, jakby początek „Początku”, że tak się pobawię słowem. Naprawdę warto obejrzeć ten film i, jakiekolwiek są wasze przekonania odnośnie sensu naszej egzystencji na tym świecie, warto zobaczyć wariant, jaki serwuje „Początek”. A na końcu filmu poczekajcie, aż przelecą napisy. Czeka tam na was scena-niespodzianka 😉

NAJLEPSZE KSIĄŻKI

Seria „Muminki” Tove Jansson oraz „Mama Muminków” Boel Westin

Moja koleżanka ze studiów powiedziała kiedyś, że za podmiot swojej przyszłej pracy magisterskiej obierze „Muminki”, czym mnie nico zaintrygowała, bo co mogło być takiego interesującego w historyjce przeznaczonej dla dzieci, aby przeprowadzać analizę badawczą. W tym czasie moja znajomość „Muminków” ograniczała się jednak do popularnego­ animowanego filmu made in Japan, które puszczano w środowej wieczorynce. Aby się przekonać, co takiego jest w tych „Muminkach” na któreś święta Bożego Narodzenia zażyczyłam sobie na prezent – całą serię oprawioną w piękne, minimalistyczne w grafice okładki. Pierwsze części: „Małe trolle i wielka powódź” oraz „Kometa nad Doliną Muminków” zniechęciły mnie do dalszego zagłębienia się w serię, bo, w moim odczuciu, były typowymi baśniami dla dzieci i nie znalazłam w nich niczego fascynującego. Porzuciłam lekturę „Muminków” na jakiś czas.

Do powrotu do serii zachęciła mnie intrygująca biografia Tove Jansson przeczytana tu, którą potem uzupełniłam książką autorstwa Boel Westin „Mama muminków”. Biografii Tove autorstwa B. Westin mogę co nieco zarzucić. Najciekawsze dla mnie w jej książce były dla mnie fragmenty pisane przez samą Tove – listy. Pani Westin kiepsko prowadzi narrację, brakuje mi u niej konsekwencji chronologicznej i przeszkadza mi nader rzucająca się w oczy gloryfikacja Tove, co jest uzasadnione tym, że kobiety znały się osobiście. O geniuszu, zaradności, barwnym charakterze Mamy Mumnków najlepiej przekonać się bezpośrednio poprzez jej epistolografię, która również została wydana w formie książki.

Wracając jednak do krągłych trolli: ze zdumieniem odkryłam, jak bardzo Muminki ewoluują w trakcie całej serii i jak bardzo autentyczne stają się ich problemy: depresja u Filifionki, sieroca potrzeba matczynej miłości u Homka, kryzys wieku średniego u Tatusia Muminka. Po przeczytaniu życiorysu Tove dowiedziałam się natomiast, w jakim kontekście powstały dwie pierwsze książki, które na początku odrzuciłam. Nie przeszło mi przez myśl, że „Małe trolle i wielka powódź” oraz „Kometa nad Doliną Muminków” zostały napisane w doświadczeniu wojny i były próbą odnalezienia ukojenia w bezpiecznym, bajkowym świecie.

„Muminki” są baśnią, która spodoba się dzieciom, natomiast dorosły wyciągnie z fabuły coś z „swojskiego”, dlatego polecam zapoznanie się z lekturą, która dostarczy Wam wiele smaczków, jeżeli uprzednio zaznajomicie się z życiorysem autorki.

NAJCIEKAWSZE PODRÓŻE

Mińsk, Białoruś – cudownie było wrócić na stare śmieci! Mimo że siedem lat temu wyjeżdżałam z Mińska z dużym uczuciem uligii (o przyczynie przeczytacie tu i tu), to tym razem, zwiedzając znane mi rejony, dałam się owładnąć nostalgii. Czasem potrzeba czasu, żeby do siebie zatęsknić.

Muzeum II Wojny Światowej – miejsce, które wygrało zorganizowany przeze mnie konkurs na propozycję miejsca, które warto odwiedzić jesienią. Nie pożałowaliśmy naszego wyboru zwycięzcy. Muzeum wywarło na nas wrażenie. Koncepcją i poziomem technologicznym dorównywało temu, które widzieliśmy w Tallinie – Lennusadam Seaplane Harbor. Zasługuje na osobny wpis, więc wypatrujcie go niebawem na blogu.

A jakie są wasze polecajki z ostatnich miesięcy?

]]>
http://www.noszerazykilka.pl/przeglad-wrzesien-pazdziernik-listopad-grudzien/feed/ 0
Eurotrip dzień 1 – Przystanek Woodstock http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-1-woodstock/ http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-1-woodstock/#respond Wed, 17 Jun 2015 15:09:18 +0000 http://themes.wearesupa.com/wp/tipi/?p=48 woodstockWylądowaliśmy na Przystanku Woodstock około 2.00 w nocy. Niesamowicie zmęczeni zgarnęliśmy najpotrzebniejsze rzeczy z samochodu i ruszyliśmy przed siebie. Prosiliśmy naszych znajomych, którzy przybyli dzień prędzej na tę imprezę, żeby zarezerwowali nam miejsce, rozbijając nasz namiot koło swojego (kto jeździ […]]]> woodstock

kostrzyn

Wylądowaliśmy na Przystanku Woodstock około 2.00 w nocy. Niesamowicie zmęczeni zgarnęliśmy najpotrzebniejsze rzeczy z samochodu i ruszyliśmy przed siebie. Prosiliśmy naszych znajomych, którzy przybyli dzień prędzej na tę imprezę, żeby zarezerwowali nam miejsce, rozbijając nasz namiot koło swojego (kto jeździ na Woodstock, ten wie, jak trudno o dobre miejsce, gdy przyjeżdża się w połowie trwania festiwalu). Zasygnalizowali nam w smsie, że mieli małe problemy z jego rozbiciem, ale namiot jako tako stoi. W rzeczywistości, namiot raczej powiewał na trzech kijkach niż stał, natomiast, co gorsza, Woodstockowicze z sąsiedztwa, widząc niezamieszkały przez nikogo namiot, urządzili sobie w nim toaletę! Z namiotu wydobywał się odór ekskrementów. I jakby tego było mało… zaczęło padać. Zmęczeni, obładowani tobołami, staliśmy przed śmierdzącym szczynami namiotem w deszczu. Piękny początek Eurotripu… Spakowaliśmy namiot w worki na śmieci i wróciliśmy do samochodu. Postanowiliśmy spędzić w nim noc. Po Woodstocku ruszyliśmy w kierunku Berlina do siostry T. Tam mieliśmy okazję porządnie się wyspać, umyć i wyprać namiot. Ruszyliśmy nazajutrz po południu w kierunku Czech.

Chciałabym zatrzymać się tutaj i poświęcić trochę uwagi imprezie Przystanek Woodstock, z którą wiąże mnie wielki sentyment. Jest to dość kontrowersyjny event – mówi się, że Woodstock albo się kocha, albo nienawidzi. Na Woodstock jeżdżę od 2010 roku z pominięciem roku 2011 i będę jeździć tak długo, jak tylko będę w stanie. Napiszę, dlaczego Przystanek Woodstock jest dla mnie tak wyjątkową imprezą i dlaczego polecam ją, jako „must be” na Waszej liście podróży do odbębnienia.

***

DSC_1000

Oto wspomnienie powrotu z pierwszego w moim życiu Woodstocku. Było wtedy parne sierpniowe popołudnie. Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania zrzuciłam ciężkie zakurzone torby w przedpokoju i ruszyłam do łazienki. Byłam niesamowicie brudna, niewyspana, a granice rozciągnięcia mojego pęcherza moczowego zostały niebezpiecznie przekroczone. Bolały mnie barki od dźwigania tobołów, bolała mnie głowa od kaca i jajniki od siedzenia na zimnej ziemi. Byłam jak ta kotka, co nie zawsze jadła Whiskas*, ale wiedziałam na pewno, że jeszcze niejednokrotnie zawitam na Woodstocku. Bo jest coś w Woodstocku, co urzeka, co każe Ci wrócić, nawet jeżeli wypłukał z Ciebie całą energię. Naładujesz baterię przez rok i wyruszysz znowu. Na szaloną, nieokiełznaną zabawę.

100_7365

Nim doszło do mojego pierwszego razu z Woodstockiem, byłam święcie przekonana, że to impreza nie dla mnie. Muzyka puszczana na głównej scenie nie trafiała w mój gust. Kojarzyło mi się, że wyłącznie występują na niej gwiazdy rocka i to w jego cięższej odmianie. Nie byłam też uradowana wizją spania pod namiotem i długiej podróży pociągiem. Bo może ciężko to sobie wyobrazić, ale w tamtym czasie Zawadiaka w ogóle nie była fanką podróżowania i wychodzenia z domu na długo.

Charyzma znajomych sprawiła, że udało się im namówić mnie na wyjazd i od tamtej pory to ja co rok namawiam innych, aby jeździli ze mną. To, co mnie najbardziej urzekło w tej imprezie i to, co jest dominującym powodem, dla którego z roku na rok biorę urlop na początku sierpnia, to niesamowita atmosfera. Zawsze mam wrażenie, że na trzy dni trwania Woodstocku ludzie stają się dobrzy. Rozdają przytulaki i buziaki, dzielą się alkoholem i papierosami, zapraszają do tańca i śpiewu przy gitarze. Nie spotkałam się z chamstwem, wyzwiskami, niemiłym traktowaniem. Pomimo przeogromnego tłumu, nikt mnie nie szturchnął, ani nie przewrócił na ziemię. Poznałam wielu sympatycznych ludzi, którzy przywrócili mi wiarę w moralność młodego człowieka.

100_7426

Lubię w Woodstocku to, że jest miejscem, gdzie można spotkać niesamowitych świrów, pozytywnie pokręconych ludzi. Cieszą mnie pomysłowe przebieranki, żartobliwe banery, czy niepohamowana kreatywność (nawet nie przypuszczacie, jakie rzeczy można zrobić z pustych puszek po piwie). Na Woodstocku każdy jest tym, kim chce, a ponadto staje się częścią jednego organizmu. Przynależy i uczestniczy.

100_7370
100_6337
100_4331
100_7416
100_4320

Muzyka na Przystanku Woodstock zaskoczyła mnie swoją różnorodnością. Uczestnicy festiwalu mają do dyspozycji aż trzy sceny, na których występują wykonawcy różnorodnych gatunków muzyki. Dla mnie okryciem stała się Scena Folk. Dzięki niej zapoznałam się z twórczością wielu nieznanych mi dotąd artystów, a którzy doskonale wpisują się w mój gust muzyczny.

100_4257

Rewelacyjnym miejscem na Woodstocku jest Akademia Sztuk Przepięknych, gdzie odbywają się ciekawe atrakcje, warsztaty, a także wywiady ze znanymi osobami. Gośćmi ASP byli między innymi Andrzej Wajda, Lech Wałęsa, Kuba Wojewódzki, Agnieszka Holland, Bogusław Linda, Manuela Gretkowska. Podczas wywiadu uczestnicy imprezy otrzymują możliwość porozmawiania z artystą i zadania własnego pytania.

100_7438
100_4243
100_4329
100_7452

Miasteczko Woodstock jest samowystarczalne. Można znaleźć tam toalety, prysznice, liczne punkty gastronomiczne, punkt medyczny, jest także mini Lidl! Teoretycznie nie trzeba z niego wychodzić, jednak jeśli zamierza się mniej wydać na piwo, warto zaliczyć pielgrzymkę do Kostrzyna.

100_6338
DSC_0974

Obecność Pokojowego Patrolu sprawia, że na Przystanku Woodstock czuję się bezpiecznie. Pamiętam jak podczas jednego koncertu Dexter stracił przytomność. W jednej chwili po prostu zsunął się z nóg. Zaczęliśmy cucić kumpla, ale w mgnieniu oka pojawił się Pokojowy Patrol i doprowadził Dexa do porządku. Wynieśli nas bezpiecznie z tłumu i skierowali do punktu medycznego. W tej sytuacji najbardziej zaskoczył mnie czas reakcji. Byliśmy wtedy w centrum tłumu i do tej pory nie wiem, jakim sposobem PP zdążył tak szybko do nas dotrzeć.

Wszystko ma jednak swoje plusy i minusy. Woodstock także ma małe niedociągnięcia, które spowodowane są głównie masowym charakterem imprezy. Mi najbardziej przeszkadzają następujące kwestie:

problem z dostępem do toalety – no chyba, że znajdziecie w sąsiedztwie rozbity, porzucony namiot. Ktoś na pewno go rozbił, żebyście mogli się tam wysikać.

wszechobecny brud, kurz i śmieci – takie to są uroki masowej imprezy w plenerze

problem z dostępem do pryszniców z ciepłą wodą – kolejki w pi*du długie, za ciepłą wodę płaci się jak za złoto. Alternatywą są krany z zimną wodą.

zdarzają się kradzieże

przeludnienie – piekło mizantropa

Darzę Woodstock ogromnym sentymentem, głównie dlatego, że jest to impreza moich „pierwszych razy” – pierwszy skok na bungee, pierwsze samodzielne rozbicie namiotu, pierwsza kąpiel w błocie – czyli wszystkie te rzeczy, o których dokonanie nigdy bym siebie nie posądzała. Miałam także okazję zasmakować medytacji, podyskutować z księdzem na Przystsanku Jezus, potańczyć w namiocie wyznawców Hare Krishny. Uzbierało mi się z Woodstocku wiele niesamowitych wspomnień i to one zachęcają mnie co rok do powrotu do Kostrzyna nad Odrą.

100_4241
100_4248

100_7372
100_7382
100_7394
100_7408

A więc polecam Woodstock.

Jest OGIEŃ, zatem przybywajcie na Woodstock!

Do Woodstocku 2015 pozostało:

  [countdown]


PRZYPISY

*W leju po bombie A. Sapkowski

Zdjęcia  Woodstocku  z okresu 2010 – 2014

Źródło zdjęcia z nagłówka: http://realitynet.pl/e107_images/newspost_images/7758.jpg   17.06.2015

]]>
http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-1-woodstock/feed/ 0
Eurotrip – jak to się zaczęło. http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-poczatek/ http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-poczatek/#comments Wed, 10 Jun 2015 17:36:46 +0000 http://themes.wearesupa.com/wp/tipi/?p=57 20140802_160742Jest coś we mnie z Bilbo Baggins’a*. Kocham mój dom i uwielbiam spędzać w nim czas. Czerpię z niego poczucie bezpieczeństwa i pewności jutra. Przebywanie w domu jest dla mnie nienużącą rutyną – czas w nim spędzony stawiam za największe […]]]> 20140802_160742

Jest coś we mnie z Bilbo Baggins’a*. Kocham mój dom i uwielbiam spędzać w nim czas. Czerpię z niego poczucie bezpieczeństwa i pewności jutra. Przebywanie w domu jest dla mnie nienużącą rutyną – czas w nim spędzony stawiam za największe sacrum. Czasem jednak napada mnie chęć opuszczenia mojego słodkiego luksusu i przeżycia przygody. A raczej PRZYGODY. Takiej, którą będzie można wspominać latami i opowiadać najbliższym. Takiej, która przesunie ustalone przeze mnie granice i zweryfikuje drabinę ustalonych wartości. Pragnę doświadczyć wrażeń, których nie zagwarantuje mi żadna książka czy film. I z tego pragnienia przeżycia przygody narodziła się miłość do podróżowania.

Największym szczęściem, jakie mnie w życiu spotkało, to napotkanie na mojej drodze życia człowieka, który pod wieloma względami jest taki jak ja. Oboje potrafimy cieszyć się ciepłem domowego ogniska, a także ochoczo rzucić się w wir przygód. Powiedziałabym nawet, że to T. jest moją motywacją – rozpala we mnie potrzebę zobaczenia nieznanych mi dotąd miejsc. Zburzył moją potrzebę poczucia stabilizacji. Odkrył na nowo zapomnianą osobę, jaką kiedyś byłam.

***

Początkowo miała być Hiszpania i to na cały miesiąc. Za wycieczką do Hiszpanii przemawiał fakt, że nasi znajomi byli, widzieli i wrócili z wycieczki baaardzo zadowoleni i całkiem nieźle opaleni. Drugi, przesądzający o sprawie atut – nasz kolega, Dexter, ze swoimi kumplami chciał docelowo wybrać się na Lazurowe Wybrzeże, więc moglibyśmy pojechać większą ekipą na dwa samochody. Zgodnie uznaliśmy, że miesiąc podróży będzie wystarczającym terminem, aby bez pośpiechu wszystko zobaczyć i w spokoju przeżyć. Potem zaczęły się kalkulacje i szybko okazało się, że nasz budżet będzie na taką wyprawę niewystarczający, ponieważ kupno samochodu mocno nadwyrężyło nasze kieszenie. Jechać na północ – jeszcze drożej, jechać na wschód – ryzykownie. Tak więc padło na Bałkany.

Ku naszej radości ekipa Dextera się wykruszyła i jego podróż na Lazurowe Wybrzeże stanęła pod znakiem zapytania. Przekabaciliśmy go więc do wyprawy z nami na Bałkany. Potem poprzez ogłoszenie zamieszczone na portalu podróżniczym znaleźliśmy Michała.

Nasze plany pokrzyżował jednak fakt, że T. nie dostał urlopu na 4 tygodnie, skróciliśmy więc wyprawę o tydzień. Po ustaleniu terminu podróży rozpoczęliśmy planowanie trasy. Zależało nam na tym, by był jakiś plan. Pozwoliło to nam uniknąć sprzeczek o to, gdzie kto chce jechać, ponieważ wszystko mieliśmy odgórnie rozpisane na dni. Każdy z nas miał szansę zaproponować miejsce, które chce zobaczyć w danym kraju. Co interesujące, udało nam się „z grubsza” trzymać odgórnie ustalonego planu. Gdy nastąpiła obawa, że możemy z czymś się nie wyrobić, weryfikowaliśmy trasę i odrzucaliśmy to, co w trakcie podróży przestało nas interesować, bo np. po co oglądać kolejną jaskinię, skoro już widzieliśmy dwie.

Zimą mieliśmy drobną kraksę samochodową i zdecydowaliśmy się na kupno nowego auta. Przy wyborze modelu sugerowaliśmy się planowaną na lato podróżą po Bałkanach – auto musiało być solidne, oszczędne, a jego części zamienne łatwo dostępne. Wybór padł na Forda Focusa i póki co ani razu nie żałowaliśmy tego zakupu. Na zagranicznej trasie samochód zdał egzamin na 5 z małym minusem**! Mimo paru problemów spowodowanych głównie górzystym terenem oraz wysoką temperaturą, udało nam się bez większego uszczerbku przejechać 7000 km! Co prawda w krajach bałkańskich problematyczne stało się znalezienie autoryzowanego serwisu Forda (chociaż nie ukrywam, że czasem ciężko było znaleźć jakikolwiek serwis), ale łataliśmy auto czym się dało i takim sposobem udało nam się bezpiecznie wrócić do Polski.

Przed samą podróżą pozałatwialiśmy sprawy formalne i nieformalne, których ogarnięcie umożliwiało nam przeżyć okres wakacji bez większego stresu (o tym, co należy załatwić przed podróżą napiszę w innym wpisie). Chcieliśmy celebrować rozpoczęcie naszej wyprawy pobytem na Woodstocku, dlatego od razu po odbiorze Michała z Poznania, wyruszyliśmy na zabawę do Kostrzyna. Tak oto rozpoczął się pierwszy dzień Eurotripu, o którym poczytać możesz tutaj.

* Wcale nie chodzi o to, że również mam wielkie, owłosione stopy. Wiem, że co niektórzy liczyli na takie wyznanie 😛

**Kwestia trochę sporna, bo T. ocenił auto na 4, ale to mój blog i to mnie powinniście słuchać.

]]>
http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-poczatek/feed/ 2