Eurotrip dzień 20. Zakończenie i znaczenie

Jakiś czas temu rozmawialiśmy we trójkę – ja, Te. i Dexter – o chwilach, które najbardziej zmroziły nam krew w żyłach podczas Eurotripu. Dla mnie i Te. niezaprzeczalnie było to zepsucie się auta w Albanii i jego naprawa przez czterech chłystków, którzy niepokojąco ni stąd ni zowąd pojawili się, aby nieść nam pomoc. Nie mogliśmy powstrzymać śmiechu, gdy Dexter opowiedział nam, o tym, co w jego odczuciu okazało się najbardziej traumatyczne.

W kempingu, w którym nocowaliśmy ostatniego dnia naszej podróży, ciepłą wodę o poranku załączali w godzinach 9.00 – 11.00. Wszyscy prócz Dextera wstaliśmy ok. 10.00 i poszliśmy się umyć. Temperatura wody w natrysku już pozostawiała wiele do życzenia, a słabe ciśnienie powodowało, że strumień ledwo ciekł ze słuchawki prysznica. Kąpiel zajęła nam trochę czasu, a gdy wróciliśmy z powrotem do namiotu, Dexter jeszcze spał. Pozostał kwadrans do 11.00, więc obudziliśmy Dextera, mówiąc, że za chwilę wyłączają ciepłą wodę. Lekko zdezorientowany Dexter wyszedł z namiotu z kosmetyczką pod pachą i chwiejnym krokiem pobiegł w stronę łazienek. I to jest właśnie to – ta chwila była dla Dexa najbardziej przerażająca. Gdy nasz guzdrała musiał w przeciągu skromnych 15 minut ogarnąć całą swoją poranną toaletę. 😀

Eurotrip

Namiot składaliśmy w strugach rzęsistego deszczu. Byliśmy cali przemoczeni, gdy sunęliśmy autem autostradą ku granicy słowacko-polskiej. Do domu. Tego dnia zwiedziliśmy Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Chłopcy już tam byli, ja po raz pierwszy. To jedyne miejsce z Eurotripu, o którym nie jestem w stanie napisać. Na dzień dzisiejszy brak mi odpowiednich słów, aby omówić to miejsce z należnym mu patosem. Powiem tylko, że Auschwitz przeraża. Przeraża statystyką, skalą bestialstwa. Uważam, że jest miejsce, które każdy powinien odwiedzić, aby uświadomić sobie, co niesie za sobą wojna i faszyzm.

Nie mam zbyt wielu zdjęć z Muzeum. Mam wewnętrzne opory fotografować wnętrza obiektów sakralnych, a zwiedzając Auschwitz czułam się jak w grobowcu. Gdzieś w czeluściach telefonu odnalazłam tę jedną fotografię, która do tej pory wywołuje u dreszcze. Widnieje na nim uschnięta róża wetknięta w drzwi Bloku nr 10, za którymi niegdyś rozegrał się koszmar tysięcy kobiet.

Auschwitz

Smutne mieliśmy zakończenie naszego Eurotripu. Niemniej jednak cała nasza podróż była niezapomnianą, radosną przygodą, do której do tej pory bardzo często wracamy pamięcią. Dokonaliśmy tego! Przeżyliśmy to! Przejechaliśmy razem 7000 km, zwiedziliśmy 15 krajów, spędziliśmy razem 21 dni i jakimś cudem się nie pozabijaliśmy. I wyznam szczerze, że nic nie spaja ludzi bardziej niż jedzenie śniadania na krawężniku pod Lidlem.

Eurotrip

POROZMAWIAJMY O KONKRETACH, CZYLI O KASIE

Ila was to, Zawadiako, kosztowało? To chyba najczęstsze pytanie, jakie pada, gdy opowiadamy o naszych przygodach. Wydaliśmy we dwójkę na Eurotripie ok. 6 tysięcy złotych za trzytygodniową podróż. Kwota ta uwzględnia wcześniejsze przygotowania – podreperowanie auta, winiety; a także późniejszą naprawę samochodu (a trochę tego było). Jeżeli nadążaliście za postami, to wiecie, że nocowaliśmy głównie w terenie – pozwoliło nam to zaoszczędzić masę pieniędzy, ale odbiliśmy to sobie na jedzeniu i pamiątkach. Odpuszczaliśmy sobie bardzo drogie atrakcje – czasem zastępowaliśmy je tańszymi (zamek w Predjamie zamiast jaskini Križna Jama) lub wchodziliśmy za darmo (wejście do jezior Plitvickich od strony lasu), a czasem w ogóle odpuszczaliśmy. Nie o to jednak chodzi, aby podróżować i nic nie zobaczyć, dlatego wstępowaliśmy do tych atrakcji, na których najbardziej nam zależało (zamek Draculi w Bran, park rozrywki w podziemnej kopalni Salina Turda). Dla porównania Michał, który podróżował ściśle niskobudżetowo wydawał na całym Eurotripie 2 tysiące złotych.

NASZE PODSUMOWANIE KRAJÓW EUROTRIPU

EUROTRIP:

  • ostrzegł nas, aby przed kolejną większą podróżą z Dexterem zrobić rewizję jego rzeczy. Zabieranie puchowej poduszki to przesada, która kosztowała nas sporo miejsca w samochodzie.
  • zweryfikował naszą packlistę. Już wiemy, co warto wziąć w kolejną dłuższą podróż, a czego nie. O tym, co dobrze zabrać na podróż samochodową po Europie przeczytacie we wpisie „PACKLISTA, czyli co zabrać w podróż po Eurpie”
  • uświadomił nas, jak bardzo postępuje unifikacja kultury i jak trudno w Europie o prawdziwą egzotykę. Mobilność ludzi i turystyka sprawiły, że sporo państw oferuje ten sam standard usług i towarów (Lidla znaleźliśmy w prawie każdym państwie). Czasem naprawdę trudno było dostać prawdziwe, lokalne produkty.
  • utwierdził nas w przekonaniu, że nie trzeba znać języka, aby podróżować. Eurotrip udowodnił, że najlepiej sprawdza się Międzynarodowy Język Migowy. Czasem nawet zbyt sprawne posługiwanie się angielskim bardziej utrudnia niż ułatwia komunikację, bo wiele słów może być dla obcokrajowca niezrozumiałych. Niekiedy lepiej jest powiedzieć po prostu „toilet” i bezradnie unieść ramiona, niż konstruować długie zdanie, żeby dowiedzieć się, gdzie pójść za potrzebą.
  • pokazał, że nie ma co się bać. Z niemal każdej problematycznej sytuacji jest wyjście: co pokazało nam popsute auto w Albanii, którą tak nas straszono. Rozbijaliśmy się na dziko, kupowaliśmy lokalne jedzenie – nikt nas nie napadł, nie otruł, nie okradł, nie pobił. Paradoksalnie –  okradli nas jeden, jedyny raz… w Polsce! I to na bardzo „przyjaznym” festiwalu.
  • udowodnił, że nie trzeba mieć dużo pieniędzy, aby podróżować, co pokazał z kolei Michał, który wydał przez te całe 3 tygodnie zaledwie 2000 zł, niewiele sobie odejmując od ust.
  • uświadomił nam, że odpowiada nam taka forma podróżowania. Chyba nigdy nie skorzystamy z wycieczki zorganizowanej. Decydowanie na własną rękę o tym, gdzie pojedziemy, pozwoliło nam zwiedzić miejsca, których nie ma w przewodnikach. Zatrzymywaliśmy się gdzie chcieliśmy i na ile chcieliśmy. Mogliśmy porozmawiać z ludźmi i wtopić się w ich kulturę. Pasuje nam taka swoboda.
  • pokazał, że hobby spaja związek, szczególnie podróżowanie. Istnieje takie powiedzonko, że „najczęstsza przyczyna rozwodu to: remont i gra w Monopoly”. Pewna blogerka, parafrazując to stwierdzenie, dodała, że „kryzys w podróży”. A o kryzysowe sytuacje w podróżowaniu bardzo łatwo. Dzięki Eurotripowi ja i Te. znamy swoje zachowania w innych warunkach  niż „domowe”. To bardzo ważne doświadczenie, bo w innym kraju, innej rzeczywistości, jesteśmy zdani wyłącznie na siebie, dobrze więc wiedzieć, czego się po sobie spodziewać. Eurotrip utwierdził mnie, że Te. to ten na całe życie – mężczyzna, na którego w każdej sytuacji mogę liczyć.
  • ujawnił nasze talenty, więc wiemy kto i czym  będzie się zajmowć podczas organizacji kolejnych podróży. I tak obecnie oboje z Te. wyszukujemy miejsca do zwiedzenia, ale to ja pakuję plecaki i załatwiam sprawy formalne typu ubezpieczenia, wizy; Te. natomiast rządzi na trasie.
  • pokazał, że warto improwizować. Mimo że mieliśmy plan podróży, nie trzymaliśmy się go ściśle. Po drodze odnajdywaliśmy ciekawsze atrakcje, czasem coś nam polecano (np zamek w Predjamie).
  • udowodnił, że podróżowanie spaja ludzi. Przez te trzy tygodnie trochę się zżyliśmy. Nadal utrzymujemy ze sobą kontakt, a Dexter wciąż z nami podróżuje, mimo że przybył nam mały, czasem dość kłopotliwy pasażer 😉
  • pokazał, że warto wyjść ze swojej strefy komfortu. Dużo bardziej docenia się takie małe przyjemności, jak ciepłe łóżko, stały dostęp do internetu, niespieszny prysznic.
  • uzmysłowił nam, że świat jest wielki, różnorodny i piękny. I teraz wciąż nas korci, żeby odkrywać nowe miejsca.
  • dostarczył cudownych wspomnień. Eurotrip to coś, co się już nigdy więcej nie powtórzy. Bo, jakkolwiek to brutalnie zabrzmi, byliśmy młodzi i bez dziecka – pełna spontaniczność, brawura, minimalizm. Podróżowanie z dzieckiem wygląda inaczej, a podróżować bez Miszy nie chcemy. Patrząc na ten ogrom dobrodziejstw, jakie otrzymujemy z podróżowania, chcę, aby mój syn również był ich beneficjentem. Nawet jeżeli wiąże się to z utrudnieniami dla nas.
  • jest dowodem na to, że marzenia się spełniają. Trzeba tylko wziąć sprawy w swoje ręce.

SPIS WPISÓW

Packlista

Eurotrip – jak to się zaczęło

Dzień 1 – Przystanek Woodstock

Dzień 2 – Czechy: Praga

Dzień 3 – Austria: Wiedeń

Dzień 4 – Słowenia: Bled

Dzień 5 – Słowenia: Postojna; Włochy: Triest

Dzień 6 – Chorwacja: Jeziora Plitwickie

Dzień 7 – Chorwacja: Jeziora Plitwickie, Rovanjska

Dzień 8 – Chorwacja: Omiś

Dzień 9 – Chorwacja: Kupari

Dzień 10 – Chorwacja: Dubrownik; Czarnogóra: Kotor

Dzień 11 – Czarnogóra:  Kotor, Budva, Sveti Stefan, Rezevici

Dzień 12 – Albania

Dzień 13 i 14 – Grecja: Meteora; Bułgaria: Melnik

Dzień 15 – Bułgaria: Sofia

Dzień 16 – Rumunia: Bran

Dzień 17 – Rumunia: Salina Turda

Dzień 18 – Węgry: Tokaj

Dzień 19 – Węgry: Budapeszt

Dzień 20 – Polska: Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu

 

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pozostań też z nami w kontakcie:
– Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami z naszych podróży
– Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe rękodzieła, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy

Reklama




Jestem na Instagramie!

 "Mogłabym tu mieszkać!" Te. już przewraca oczami na te moje wyznania, które padają za każdym razem, gdy widzę jakieś piękne miejsce. A oboje wiemy, że trudno byłoby mi opuścić na stałe Polskę, w której się urodziłam, mam rodzinę i znajomych. Bardzo się cieszę, gdy podczas podróży mam okazję porozmawiać z lokalnymi mieszkańcami, a już w ogóle z Polakami na emigracji, którzy porównują zastałe realia z tymi w Polsce. Na Bornholmie miałam przyjemność poznać Polkę mieszkająca 6 lat w Danii. Wymeczyłam ją pytaniami o to, jak się żyje w tym "raju". Zaskoczyła mnie melancholia w jej głosie i wyznanie, że próbowała wrócić z dziećmi do kraju, ale tęsknota za mężem, który pozostał w Danii ze względu na pracę, zmusiła ja do powrotu.  Po takich relacjach bardziej doceniam swoją rolę gościa w odwiedzanych krajach, a teraz trzy razy się zastanowię nim klepnę "chciałabym tu zostać". Bo co, jeżeli się spełni? (Zapłaczę się za Bydzią ) #etam #bydgoszczlepszanizbornholm #bornholm #hasle #dania #denmark #bornholmonbike #travelonbike
 Na kilka dni przed wyruszeniem w naszą podróż na Bornholm z zapartym tchem śledziłam prognozę pogody. W tym przypadku najistotniejsza była kwestia, którą zazwyczaj ignoruję sprawdzając stan pogody na najbliższe dni. To siła wiatru. ️ W dniu wypłynięcia na lądzie miało wiać ok 35 km/h. Wiecie, co to oznacza na pełnym morzu?  Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, że taka Zawadiaka, która przejechała dziesiątki tysięcy kilometrów samochodem, może cierpieć na chorobę lokomocyjną. A jednak ☺️ W dzieciństwie nikt mi nie wróżył kariery podróżniczej. Na sam zapach benzyny robiło mi się niedobrze a na lekcji wf-u byłam zwolniona z wykonywania ćwiczeń, w których wymagane było kręcenie głową.  Podróżowanie z Te. podleczyło mnie z tej przypadłości, jednak przeczuwałam, że na bujającym się statku może nie być lekko. Czy rzeczywiście bujało? Katamaranem miotało jak szatan, a dla mnie, tuż obok porodu, były to najdłuższe godziny życia. Dałam z siebie wszystko. Dosłownie Jednak niektóre kobiety po porodzie decydują się na drugie dziecko, a ja, wiedząc, co może mnie spotkać na morzu, zdecydowałabym się płynąć jeszcze raz. Bo Bornholm zasługuje na ponowne odwiedziny. Spowiadam się z tej mojej kiepskiej przypadłości, żeby uzmysłowić wam, że da się i warto czasem zacisnąć zęby, gdy problemu nie da się przeskoczyć. Nie szukajcie wymówek, bo wiele wspaniałości może was w życiu ominąć! P.S. Już wiadomo, że wilk w moim logo nie jest wilkiem morskim  #bornholm #sandvig #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #dania #denmark #travelonbike
 Jeszcze trochę bornholmskiego SPAMu #bornholmonbike #bornholm #denmark #dania #noszerazykilka #zawadiaka
 Mam taki niepozorny zeszyt, w którym zapisuję cele do osiągnięcia. Właśnie "cele" , nie "marzenia", bo to właśnie do celu się dąży i osiąga. Listę aktualizuję co roku, bo na niektórych punktach przestaje mi po pewnym czasie zależeć. Pozycją skrupulatnie przepisywną była "wycieczka rowerowa po Bornholmie". Ten punkt będę mogła już wykreślić z zeszutu  Co istotne, odkrywam Bornholm w towarzystwie bliskich mi ludzi i to potęguje satysfakcję z osiągniętego celu! A jak u was z osiąganiem wyznaczonych sobie celów? Spełnienie których dało wam najwięcej satysfakcji? #bornholm #ronne #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #denmark
 Ostatnie weekendy zapełniły nam rowerowe treningi. Hartujemy cierpliwość i wytrzymałość Miszki, bo czeka nas niebawem spora trasa do pokonania  Zaczęliśmy od 20, potem 30 km, a wczoraj pokonaliśmy aż 40 km, jadąc do miejscowości Samociążek! Misza na szóstkę! Jesteśmy pewni, że mały poradzi sobie w zbliżającej się podróży.  Natomiast zobaczymy, jak rodzice poradzą sobie organizacyjnie, bo jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę...  #rower #dzieckonarowerze #travelonbike #poland #bike #biketravel
 Rozbicie piniaty jest często punktem kulminacyjnym dziecięcej imprezy. Dlaczego warto zrobić piniatę samodzielnie? Bo jest to łatwe, tanie i nie wymaga wybitnych zdolności artystycznych – jedynie wytrwałości i fantazji. W dodatku, jeżeli zaangażujecie w pracę dzieci, zyskacie kilkadziesiąt minut świętego spokoju. Sami widzicie, że się opłaca  Wskazówki, jak zrobić piniatę o niestandardowym kształcie znajdziecie na blogu! ➡️Link w BIO⬅️ #piniata #piñata #pinata #birthdaypinata #birthday #urodzinydziecka #urodziny #diyproject #diy #handmade #zrobtosam #rekodzielo #rękodzieło #angrybirds #noszerazykilka #zawadiaka #angrybird #angrybirds #angrybirdspinata