Dookoła Bornholmu rowerem z dzieckiem – cz. 1

Jest u mnie taki zeszyt. W zeszycie tym zapisuję w punktach cele, które wyznaczyłam sobie do zrealizowania. Właśnie „cele”, a nie „marzenia”, bo to do celów się dąży i się je osiąga. A z marzeniami to wiecie jak bywa… Jednym z takich wyznaczonych sobie zadań było objechanie wyspy Bornholm rowerem po jej obwodzie. Ten punkt jest już dziś odkreślony, ale nie tak jak pozostałe – pojedynczą linią, a dwoma grubymi maźnięciami, bo daliśmy radę zwiedzić wyspę z dość kłopotliwym towarzyszem – 16-miesięcznym bobasem!

Ze względu na swoją obszerność wpis podzieliłam na dwie części. W pierwszej znajdziecie wskazówki odnośnie przygotowań do wyprawy i krótki opis naszej trasy. W drugiej części będę kontynuować relacjonowanie przygód, a także przedstawię kilka naszych subiektywnych spostrzeżeń odnośnie Bornholmu.

Dania BornholmDANIA

Waluta: 1 Korona duńska = 0.57 zł
Język: duński
Kraj należący do UE – niewymagany paszport
Co kupić na pamiątkę: rękodzieło, piwo z lokalnego browaru, wędzone ryby

Dlaczego akurat Bornholm?

– Kojarzycie tę małą wysepkę między Polską a Szwecją. To jest właśnie Bornholm i musicie wiedzieć, że, jakby trochę na przekór swojemu położeniu, należy do Danii. Bornholm ma powierzchnię 588,5 km², a w obwodzie jedyne 140 km! Wprawionemu rowerzyście wystarczy jeden dzień, aby objechać wyspę dookoła.

Świetne połączenia z Polską. Na Bornholm można dostać się z Polski dwoma promami – katamaranem „Jantar” wypływającym z Kołobrzegu (przewozi pasażerów i rowery) oraz promem wypływającym ze Świnoujścia (przewozi pasażerów, rowery oraz samochody). Wybraliśmy „Jantar” – był tańszy, godziny wypłynięcia i powrotu do Polski korzystniejsze i do Kołobrzegu było nam bardziej po drodze. „Jantar” płynie bezpośrednio do bornholmskiego miasta Nexø, natomiast promy kursujące ze Świnoujścia zatrzymują się na trasie w szwedzkim mieście Ystad i cumują w bornholmskim Rønne.

Bornholm to raj dla rowerzystów. To przecież duńska wyspa, a Duńczycy kochają przemieszczać się jednośladami! Zwiedzanie wyspy rowerem to również jedna z atrakcji turystycznych, więc zrobiono wszystko, aby udogodnić zwiedzającym przemierzanie wyspy. Infrastruktura rowerowa pozwala na bezproblemowe jej przejechanie nie tylko po obwodzie, ale również wzdłuż i wszerz. Sieć ścieżek rowerowych (oznaczonych napisem „Cykelvej”) obejmuje całą wyspę, a na głównych drogach asfaltowych wyznaczono specjalne pasy dla ruchu rowerów. Na trasie znajdziemy ośrodki obsługi przejezdnych na bardzo dobrym poziomie, a także kempingi, za które nie trzeba płacić miliona monet. Na Bornholmie rowerzysta jest świętą krową i ma pierwszeństwo przejazdu. Co więcej, kierowcy samochodów respektują to prawo i naprawdę z cierpliwością przepuszczają jednoślady. UWAGA! Podróżując po Bornholmie miejcie na uwadze, że przed rowerzystą pierwszeństwo ma pieszy! Dlatego, widząc pieszego wchodzącego na pasy, mamy obowiązek się zatrzymać!

– Nie bez powodu Bornholm jest nazywany „Majorką północy”. Mimo bliskiego sąsiedztwa z pochmurną Skandynawią  Bornholm to bardzo słoneczna wyspa. Początkowo prognozy pogody na okres naszego pobytu bardzo mnie martwiły, bo akurat miało nastąpić w tym czasie jakieś załamanie pogody, finalnie, oprócz silnego wiatru pierwszego dnia, nic się z tych pogodowych pogróżek nie sprawdziło i przez cały pobyt cieszyliśmy się pełnią słońca.

– Gdy płynęliśmy na Bornholm w poczekalni dla pasażerów puszczano film reklamujący wyspę – „Bornholm – wyspa spełnionych marzeń”. Lektor patetycznym tonem opowiadał o cudach, które miały nas czekać, gdy przybędziemy na duński brzeg. Z dużą rezerwą pochodzę od tego typu panegiryków, jednak w rzeczywistości, przemierzając bornholmskie zielone pola z widokiem na morze w tle, trudno było nie otworzyć buzi z zachwytu 🙂 Krajobrazy, fauna i flora, miasta wszystko robi niesamowite wrażenie! Namiastkę serwuję wam w zdjęciach.

dobrze jest poznać Bałtyk z innej strony. Ten Bałtyk, który w Polsce przez swoją brudną wodę, zatłoczone plaże, parawany zasłaniające widoki i wysokie ceny skutecznie zniechęca. O tym, że plaża bałtycka potrafi być dzika i wyludniona w środku sezonu, przekonałam się na Łotwie. Bornholm pokazał mi Bałtyk różnorodny, piękny, z czystą wodą, która kolorem może konkurować z lazurem Adriatyku! Na wyspie spotkamy zarówno kamieniste klify, jak i plaże z delikatnym jak sól piaskiem. Nie bez powodu wykorzystywano go niegdyś do wypełniania klepsydr.

Przygotowania

– Przygotowania do wyprawy zaczęliśmy na wiele dni przed wypłynięciem. Musieliśmy zaopatrzyć się w krzesełko rowerowe dla Miszy, a potem sukcesywnie przyzwyczajać małego do przemierzania coraz to dłuższych tras. Mieliśmy przecież na Bornholmie przejeżdżać średnio 40 km dziennie! Pogoda w Bydgoszczy sprzyjała, więc w weekendy robiliśmy najpierw 20, potem 30, następnie 40 km. Trasa najkrótsza okazała się najbardziej kłopotliwą, ale sprawdziło się nasze przekonanie, że trzeba dać dziecku czas na oswojenie się z nowym sposobem podróżowania.

– Miesiąc przed podróżą kupiliśmy bilety, żeby zagwarantować sobie miejsce na promie (termin, w którym płynęliśmy był dość „chodliwy” – długi weekend). Koszt rejsu w obie strony wyniósł 280 zł + 50 zł za rower. 16-miesięczny Misza płynął za darmo.

– Przed wyruszeniem na Bornholm sprawdzaliśmy trasy rowerowe, ich jakość, a także ukształtowanie terenu na Google Maps. To te czynniki zdecydowały o tym, że naszą drogę podzieliliśmy na odcinki Nexø –Rønne (ok 40 km), Rønne-Sandvig-Gudhjem (ponad 40km), Gudhjem-Nexø (ponad 30 km). O tym wyborze decydował również czas – pierwszego dnia zaczęliśmy zwiedzanie dopiero od 11.00, a ostatniego mieliśmy czas do 17.30. Drugiego dnia mieliśmy na podróżowanie cały dzień, jednak trasa nie mogła być zbyt długa, ponieważ teren, jaki mieliśmy do pokonania, był dość wymagający.

– Na niespełna tydzień przed wypłynięciem analizowałam prognozy pogody. Potrzebowałam tej informacji głównie do doboru rodzaju odzieży. Z racji że, podróżując rowerami, za wiele nie byliśmy w stanie udźwignąć, nasz bagaż musiał być ograniczony do minimum.

Śledząc prognozę pogody skupiłam się również na kwestii, którą zazwyczaj ignoruję, ale przy formie transportu, jaki obraliśmy – promie i rowerach – była dla mnie bardzo istotna. To siła wiatru. W przypadku roweru była dla mnie ważna siła i kierunek podmuchów. Wiadomo, ze wiatr jest wrogiem rowerzysty i w dniu naszego przybycia miało solidnie wiać (zapowiadano 35 km/h, odczuwalnie było chyba mniej). Mieliśmy jednak szczęście, bo obrany przez nas kierunek podróży (czyli zgodnie z ruchem wskazówek zegara) okazał się korzystny pod kątem wiatru. I faktycznie, podmuchy pomagały w podjazdach, a także przynosiły ulgę naszym spoconym ciałom.

– Nigdy, ale to przenigdy nie rezerwowaliśmy miejsc noclegowych z wyprzedzeniem. Zawsze, nawet w przypadku podróży z Miszą do Holandii, jechaliśmy „na żywioł”, szukając hotelu, będąc już na miejscu. Tutaj nie mogliśmy pozwolić sobie na taki sposób działania. Raz – Bornholm to popularny kierunek podróży szczególnie wśród Niemców i Polaków, a w naszym kraju mieliśmy akurat długi weekend. Przypuszczaliśmy, i jak się okazało słusznie, że nie będziemy jedyni, którzy wpadli na pomysł popłynięcia na wyspę. Dwa – Bornholm to mała wyspa i z noclegiem na ostatnią chwilę może być ciężko, a z brzdącem u boku nie mogliśmy sobie pozwolić na długie poszukiwania. Zdecydowaliśmy się zarezerwować miejsce na przespanie prędzej i jak się okazało słusznie, bo szukając alternatywy do naszego drugiego noclegu, który ukazał się dość drogi, nie było miejsc w rejonach, gdzie mieliśmy się zatrzymać. Trzy – zależało nam na osobnych pokojach. Dexter musiał spać oddzielnie, ponieważ obawialiśmy się, że Misza mógłby zakłócić jego sen, bo, jak każde małe dziecko, lubi sobie wcześnie wstawać.

– Przed wyjazdem przejrzeliśmy stan naszych rowerów i dokonaliśmy drobnych napraw. Zakupiliśmy też zapasowe dętki i asekuracyjnie wzięliśmy narzędzia niezbędne do ewentualnej naprawy pojazdów. Obciążyło to nasze plecaki, ale w trasie okazało się, że postąpiliśmy słusznie.

– Plecaki i Miszę mieliśmy przewozić w dorożce, którą miał ciągnąć Te., więc sprawdziliśmy, gdzie w pobliżu Nexø można wypożyczyć takie ustrojstwo.

– Oczywiście wyszukiwałam sporo informacji na temat wyspy np. czy w przypadku zepsucia się roweru, kursujące autobusy będą w stanie zabrać pasażera i pojazd. Okazuje się, że tak.

– Jak już wspomniałam, pakowanie ograniczyliśmy do minimum i zrezygnowaliśmy z wielu rzeczy, które do tej pory nierozłącznie towarzyszyły nam w trakcie podróży np. elektroniczna niania. Do pakowania jak zawsze używam swojej niezastąpionej packlisty, tym razem w wersji okrojonej.

– Wzięliśmy trochę jedzenia, żeby nie tracić czasu i pieniędzy na robienie zakupów spożywczych. Przynajmniej w pierwszych dniach pobytu.

Dzień 1: Kołobrzeg – Nexø – Rønne.

Nocowaliśmy w hostelu w Koszalinie, więc wstaliśmy z kurami, żeby zdążyć na prom, który wypływał z portu z Kołobrzegu o godzinie 7.00. Samochody zostawiliśmy na płatnym parkingu przy Szkole Podstawowej nr 1 – koszt za dobę 25 zł. Namiar poniżej:

Wchodząc na katamaran, najpierw zostawiliśmy rowery, które obsługa wciąga po szynie na pokład, a następnie udaliśmy się do części pasażerskiej. Mieliśmy bilety zakupione i wydrukowane wcześniej, natomiast Dexter zdołał dokupić sobie bilet na rower na miejscu, bo ostatecznie zdecydował się nie korzystać z bornholmskiej wypożyczalni a zabrać swojego stalowego rumaka.  Jak wspomniałam, nie byliśmy oryginalni w naszym pomyśle spędzenia długiego weekendu na Bornholmie – pasażerów było sporo i wszystkie miejsca pod pokładem były pozajmowane.

Bornholm rowerem Dania Bałtyk

Moje nadzieje na spokojne morze nie miały pokrycia w rzeczywistości. Katamaranem rzucało jak boją i prawie całą trasę spędziłam na pokładzie w bliskim kontakcie z woreczkiem foliowym. Żeby przybliżyć wam siłę wiatru, dodam, że w sali restauracyjnej przesuwały się kanapy, a naczynia spadały ze stołów. Dotarliśmy jednak do Nexø planowo, jakby ta mała morska apokalipsa wpisana była w harmonogram.

Kolejnym krokiem było wypożyczenie przyczepki. Zaledwie 5 km od Nexø jest sklep rowerowy, w którym możecie dostać wszystko dla dwóch kółek, a także wypożyczyć rower i akcesoria. Wypożyczenie przyczepki na 3 dni kosztowało nas 100 DKK. W sobotę sklep czynny jest do 15.00, ale nie było problemu, żeby zdać przyczepkę później i zaparkować ją na terenie sklepu.

Po opuszczeniu sklepu kierowaliśmy się ku Rønne. Mijaliśmy zielone pola, w tle których pobłyskiwało błękitne morze, bielone rotundy i kościoły. W trasie robiliśmy krótkie postoje na zjedzenie przygotowanych jeszcze przed podróżą kanapek i zmianę pieluch Miszy.

Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk

Rønne to największe miasto Bornholmu. Brzmi poważnie, ale tak naprawdę to urocze, małe miasteczko.

Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk

W podróży zawsze staramy się spróbować lokalnych specjałów. W centrum Rønne mieliśmy problem, żeby znaleźć jakąś lokalną gastronomię, więc zamówiliśmy steki z sałatką i frytkami (baaaardzo średnie, więc namiarów na knajpkę nie podaję). Na peryferiach miasta mieliśmy zarezerwowany domek letniskowy. Udało nam się znaleźć dwupokojowy domek (docelowo nawet dla 7 osób) za atrakcyjną cenę 500 DKK za dobę. Do kwoty wynajmu dolicza się zazwyczaj pościel i ręczniki – tutaj kosztowało nas to akurat 90 DKK za osobę (nie wliczaliśmy dziecka, bo spało z nami). Niestety nie ma opcji wymigania się od tej kwoty, chcąc przespać się chociażby w śpiworze.

Dotarliśmy późno i recepcja była już zamknięta, jednak, jak ustaliliśmy w korespondencji mailowej, pozostawiono dla nas kopertę z kluczem do domku i instrukcjami. Faktycznie informacje te czekały na nas w ogólnodostępnym miejscu. Niejednokrotnie zaskoczyło nas zaufanie w uczciwość ludzi u Duńczyków.

Miejsce noclegowe bardzo polecamy, nie tylko ze względu na cenę, ale również za te kilka kroków do morza z piękną, czystą plażą i widokiem na Rønne w tle.

Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk Bornholm Dania rowerem z dzieckiem Bałtyk

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pozostań też z nami w kontakcie:
– Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami z naszych podróży
– Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe rękodzieła, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy

Reklama




Jestem na Instagramie!

 Zainspirowana moim pomysłem na kalendarz adwentowy. Prawda, że fajnie wyszło? @familybeautyboxx daj znać, jaka reakcja Twojego malucha!
 Pewnie wielu z was ma tę puszkę z @pepcopl Będziecie w niej trzymać pierniczki, bibeloty, może posłuży wam jako opakowanie na prezent. Zainspirowana dawnym wpisem @raczkujacwswiat dałam jej nowe, dość niezwykłe przeznaczenie - będzie kalendarzem adwentowym dla mojego niespełna dwuletniego malucha. O tym, co puszka i kalendarz adwentowy mają ze sobą wspólnego dowiecie się z nowego wpisu na blogu ➡️Link w BIO⬅️ #kalendarzadwentowy #kalendarzadwentowydladziecka #dziecko #instadziecko #bożenarodzenie #świętabożegonarodzenia #święta #adventcalendar #christmas #craftsforkids #inspiracjepepco
 Jestem gorliwą zwolenniczka podróżowania z dzieckiem, nawet tym kilkumiesięcznym, jednak, jak przekonaliśmy się na własnej skórze, są miejsca, z których wiele nie wyniesiemy, mając małego bąbla u boku. Właśnie taki niedosyt czuliśmy po wizycie w Amsterdamie – mieście, które ma do zaoferowania dorosłemu podróżnikowi więcej niż inna stolica Europy, a większość tych dobrodziejstw, mimo że znajdowały się w zasięgu ręki, musieliśmy sobie odpuścić. Dlaczego Amsterdam nie jest dobrym miejscem do odwiedzenia z małym dzieckiem, przeczytacie z najnowszego wpisu. ➡️Link w BIO⬅️ #amsterdam #Holandia #majowka #długiweekend #eurotrip #tripwithfamily #travelwithkids #podróżezdzieckiem #podróżowaniezdzieckiem #podróżezdziećmi #podróżowaniezdziećmi #rodzinnepodróże #podróżezrodziną
 Post o Amsterdamie już dawno zagrzał miejsce na blogu, a ja nawet nie bardzo miałam kiedy dać znać o jego istnieniu na Insta  Jesień zasypała mnie wieloma sprawami przez co było i będzie mnie mniej w wirtualnej rzeczywistości. Nie mogę jednak narzekać, bo lubię mieć dużo na głowie  Łapcie i czytajcie ten post o atrakcjach Amsterdamu, a może was skusi do rezerwacji lotu, bo to miasto idealne do zwiedzenia jesienią i wiosną, kiedy pogoda jest tak nieobliczalna i nieoczywista jak w tym roku. ➡️Link w BIO ⬅️ #amsterdam #Holandia #majowka #długiweekend #eurotrip #holland #begijnhof
 Twarz Guliwera miała wyrażać zdziwienie, dla mnie jest nieco przerażająca (nic dziwnego, skoro Liliputy buszują mu po wnętrznościach). Giganta warto jednak odwiedzić, zwiedzając niemiecką cześć wyspy Uznam. Znajdziecie go w Gulliverswelt w miejscowości Pudagla - to małe centrum rozrywki, w którym ani dzieci, ani dorośli nie będą się nudzić. Więcej o atrakcji poczytajcie w najnowszym wpisie ➡️Link w BIO⬅️ ____________________________ #gulliverswelt #Uznam #Usedom #Germany #Niemcy #tripwithfamily #travelwithkids #kidstravel #światguliwera #pudagla #atrakcjedladzieci
 Ostatnie chwile lata