Eurotrip dzień 11 – Czarnogóra: Kotor, Budva, Sveti Stefan, Reževići

Pamiętam, jak jeszcze będąc studentką, przeglądałam zdjęcia w „National Geografic” i zastanawiałam się, czy będzie mi kiedyś dane zobaczyć choć jedno takie malownicze miejsce jak te z fotografii. Choć jeden raz dotknąć ciepłej, lazurowej wody; zobaczyć na własne oczy nietypowych kształtów wyspę; podziwiać widok na stare miasto z ogromnej góry, na którą wejdę o własnych siłach; popijać aromatyczną kawę w cieniu uroczych kamienic. Kto by przypuszczał, że doświadczyć tego wszystko przyjdzie mi zaledwie kilka lat później –  tam, w Czarnogórze.

Eurotrip Czarnogóra Kotor, Budva, Sveti Steran

CZARNOGÓRA

Waluta: euro
Język: czarnogórski
Wymagany paszport, do 30 dni pobytu niewymagana wiza
Co kupić na pamiątkę: wino, rakija, rękodzieła, pozostałości wojenne

 

Hey, guys, you can’t sleep here! It’s a private area!

W środku nocy wybudziło nas wołanie. Zaniepokojona obserwowałam zza szyby samochodu, w którym zdecydowałam się spędzić noc, jak dwójka mężczyzn szarpie namiot, w którym spali chłopcy.

No parking here! No sleeping here!

Zaspani chłopcy wyszli z namiotu. Rozpoczęły się negocjacje o dalszy sen.

Dwóch strażników pilnujących posesji zdecydowanym tonem prosili nas o opuszczenie terenu, na którym rozbiliśmy namiot. Była druga w nocy i nie uśmiechało się nam pakować wszystkiego do samochodu i ponownie szukać miejsca do spania. T. zaczął podpytywać, czy nie istnieje jakaś opcja, żebyśmy mogli jednak pozostać na tę jedną, jedyną noc. Jeden z mężczyzn spojrzał się krzywo i wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy. Rozmawiał z kimś chwilę przez telefon, po czym powiedział stanowczo:

My boss said 10 euro and you can stay.

Kamień spadł nam z serca, bo wiedzieliśmy jak marna to kwota w stosunku do dalszego, spokojnego snu, jaki gwarantowała. Ochoczo wyciągnęliśmy portfele i 10 euro wylądowało w kieszeni strażnika. Do dziś zastanawiamy się, czy ta rozmowa z szefem w ogóle miała miejsce, czy po prostu panowie chcieli sobie zarobić na czwórce zdesperowanych utratą snu wędrowcach.

Rano po śniadaniu, zjedzonym tradycyjnie po drobnych zakupach w Lidlu, ruszyliśmy autem ponownie do Kotoru. Zostawiliśmy samochód wśród zniszczonych kamienic, na podwórku, które budziło nasze zaufanie jedynie faktem, że zaparkowało tam również kilka aut z zagranicznymi rejestracjami. Ubezpieczeni w butelki wody ruszyliśmy ku piętrzącym się wzwyż murom miejskim, aby spojrzeć na Kotor z wysokości 260 m n.p.m. Samo wejście na mury kosztowało nas 3 euro za osobę (dane z 2014 roku).

Eurotrip Czarnogóra Kotor

Kotorskie mury miejskie ciągną się 4,5 km – to prawie to dwa razy tyle co mury Dubrownika! Ich szczyt wieńczy twierdza Św. Jakuba, naszym celem był jednak sam widok, jaki roztaczał się na miasto i na Bokę (Zatokę) Kotorską tam z góry. Wyprawa na szczyt zajęła nam ok. godziny. W tym czasie zdążyliśmy się poważnie zalać potem, ale nas obchodziło jedynie, aby zrobić solidy użytek z naszego aparatu, bo widok z każdego tarasu góry był niesamowity.

Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor

Lubię w podróżach to, że dają mi możliwość zaobserwować, jak proste mogą być pomysły na dobrze prosperujący biznes. W przypadku wspinaczki wzdłuż zabytkowych murów miejskich czułam się wręcz okantowana w biały dzień, płacąc 2 euro za 0,3 l zimnej zwykłej wody z kranu (butelki nie były fabrycznie zakręcone). Oczywiście, zgodnie z zasadami handlu i marketingu, im wyżej, tym za kranówkę drożej. Nie sposób było jednak w godzinach przedpołudniowych wspiąć się na twierdzę Św. Jakuba, nie uzupełniając co chwilę płynów. Zmęczyć się było warto dla takich widoków:

Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor

Często podróżowanie pokazuje również, jak rozkoszne potrafią być najdrobniejsze przyjemności, jak na przykład zmoczenie głowy pod kranem lodowatej wody, tuż po godzinnej wspinaczce na górę i prawie półgodzinnym schodzeniu w dół w szczycie słońca. Mieliśmy niesamowitego farta, bo znaleziona przez nas pompa była dostępna dla każdego i woda była za free, do czego zdążyliśmy odwyknąć wspinając się na szczyt góry. Orzeźwieni i wymęczeni ruszyliśmy przez miasto, gotowi na przeżycie kolejnych przygód.

Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor
Eurotrip Czarnogóra Kotor

Jak się na miejscu okazało, niekoniecznie przyjemnych…

Nie mogliśmy odpalić samochodu. Padł akumulator wymęczony ciągłym zasilaniem ładowarek, lodówki turystycznej, transmitera i GPS’a. Poprosiliśmy wyjeżdżającą z podwórka rodzinkę o pomoc i podłączyliśmy klemy do ich samochodowego akumulatora, aby poratował trochę nasz. Akumulator zmartwychwstał, chociaż ładowanie go trwało niepokojąco dłużej niż przy ostatnim podobnym incydencie. Był to ewidentnie zły znak.

Podziękowaliśmy wybawicielom, a ja wypompowałam się całkowicie z gumowych bransoletek z napisem „Polska”, obdarowując każdego członka rodziny w ramach gorliwej wdzięczności za reanimowanie naszego Forda. Bransoletki zabrałam z Polski jako prezent dla co sympatyczniejszych ludzi, którzy w jakiś sposób nam się przysłużą. Nie przypuszczałam, że z pomocy będziemy korzystać tak często, że zapas bransoletek wyczerpie się zaledwie w połowie trasy…

Ruszyliśmy w drogę. Dalsza trasa rozpieszczała nasze oczy malowniczymi widokami. Chłonęliśmy je jak gąbka wodę, bo mieliśmy świadomość, że to ostatni dzień podróży wzdłuż linii brzegowej morza.

Niesamowite wrażenie wywarł na nas widok na miasto Budva, które mieliśmy okazję podziwiać ze wzgórza. Nie zdecydowaliśmy się wjeżdżać do miejscowości, ale doczytałam gdzieś później, że jest to najdroższe miasto Czarnogóry – z luksusowymi hotelami i ośrodkami wypoczynkowymi. Nic w tym dziwnego, bo usytuowane na malowniczym półwyspie miasto sąsiaduje z największą czarnogórską wyspą – Wyspą Św. Mikołaja. W parze tworzą ciekawe zestawienie pięknego tworu natury i człowieka.

Eurotrip Czarnogóra Budva
Eurotrip Czarnogóra Budva
Eurotrip Czarnogóra Budva
Eurotrip Czarnogóra Budva
Eurotrip Czarnogóra Budva
Eurotrip Czarnogóra Budva

Kilkanaście kilometrów od Budvy znaleźliśmy kolejną atrakcję. Wyspa Sveti Stefan (właściwie to już półwysep, bo przyłączono ją do lądu sztucznym nasypem) jest chyba najodpowiedniejszym kandydatem do umieszczenia na okładce folderu biura podróży promującego wyjazdy do Czarnogóry. O ile zwiedzanie Budvy z ciężkim sercem byliśmy w stanie sobie odpuścić, to w przypadku Wyspy Świętego Stefana zgodnie uznaliśmy, że wstyd było by się przyznać komukolwiek, że przejeżdżaliśmy obok tak rozpoznawalnego miejsca, a nie przyjrzeliśmy mu się z bliska. Przynajmniej próbowaliśmy przyjrzeć, bo wejść na Sveti Stefan ubogiemu turyście, przeliczającemu skrupulatnie euro na złotówki, nie jest raczej dane. Całkiem niedawno Wyspa była jeszcze małą rybacką wioską, ale mieszkańcy zostali przesiedleni w głąb lądu, a cały teren przekształcono na jeden, wielki, luksusowy hotel.

Eurotrip Czarnogóra Sveti Steran
Eurotrip Czarnogóra Sveti Steran

Pokręciliśmy się więc trochę przy Wyspie i zarządziliśmy odwet. Decyzja przyszła nam o tyle łatwo, że zaczęło nam burczeć w brzuchach, a myśl o cenach jakie mogły figurować w menu w restauracjach przy Sveti Staran trochę nas niepokoiła. Zastosowaliśmy się w tym przypadku do złotej zasady niskobudżetowego podróżnika: nie stołujemy się w turystycznych miejscowościach, a w przejezdnych mieścinach. Zatrzymaliśmy się więc gdzieś na trasie w knajpce, gdzie jadłam najlepiej przyrządzone mule ever!

Eurotrip Czarnogóra Sveti Steran

Sycąc żołądki, ustalaliśmy plan działania. Wiedzieliśmy, że dzisiejszego dnia pojawi się ostatnia szansa poobcowania z lazurowym morzem, więc zdecydowaliśmy jednogłośnie, że musimy zaliczyć jeszcze ostatnią kąpiel, a jeżeli los pozwoli, to i nocleg na plaży. Tak więc jadąc samochodem, uważnie obserwowaliśmy linię brzegową, szukając spokojnej, niezbyt zatłoczonej plaży. Idealne miejsce znaleźliśmy w miejscowości Reževići. Aby dostać się na plażę, musieliśmy porzucić auto na parkingu i udać się kilkaset metrów w dół, kursując między uroczymi prywatnymi domkami (zawistnie myśląc o ich właścicielach „Ci to pożyją”).

Brzeg okazał się idealny, bardzo miękki i piaszczysty jak na adriatycką plażę. Woda perfekcyjnie ciepła, fale nie za wysokie – morze żegnało nas wszystkim co u niego najlepsze. Leżeliśmy  na plaży, sącząc lemoniadę sporządzoną według prostego przepisu: cytryny, cukier i kranówka. Ten rozkoszny napój bogów zakupiliśmy w barze, o którym sanepid nie mógłby orzec nic pozytywnego.

  Eurotrip Czarnogóra Rezevici

Eurotrip Czarnogóra Rezevici
Eurotrip Czarnogóra Rezevici

Kończył się dzień, a Dexter nie wypełnił jeszcze swojej swojej misji w Czarnogórze! Gwoli przypomnienia: Dexter w każdym państwie zaczepiał jedną jego piękną przedstawicielkę i prosił ją o wspólne zdjęcie. W ten sposób dorobił się ciekawej kolekcji fotografii pięknych dziewczyn z południowej Europy. To był nasz ostatni wieczór w Czarnogórze, jutrzejszy dzień mieliśmy spędzić nieprzerwanie w trasie, więc była to niepowtarzalna okazja, aby zaprosić jakąś Czarnogórzankę do wspólnego zdjęcia. Na jego szczęście tuż obok nas siedziały dwie, niczego sobie nastolatki i Michał zaczął podpuszczać Dextera: „No zobacz jakie gorące dziunie, weź, poproś je do zdjęcia”. Lekko zawstydzony Dex podszedł do dziewczyn i swoim łamanym angielskim poprosił, czy nie zrobią sobie z nim zdjęcia.

Dziunie nie mają ochoty – odparły po polsku dziewczyny i odeszły w głąb plaży.

Z całej tej sytuacji wyciągnęliśmy jeden bardzo ważny morał: gdziekolwiek będziemy, chociażby w jak najbardziej odległym zadupiu świata, uważajmy na to, co mówimy w naszym narodowym języku (szczególnie o innych!), bowiem Polaków można spotkać absolutnie wszędzie.

Przebywanie na plaży w Reževići tak nam się spodobało, że zdecydowaliśmy się na nocleg w tym miejscu. Na szczęście T. wpadł na pomysł, żeby podpytać właściciela baru, czy nie będziemy nikomu wadzić. Barman, już nieco podchmielony o tej porze (tak, inspekcja pracy również nie powiedziałaby wiele dobrego o tym barze), ostrzegł nas, że może być z tym mały problem, ponieważ plaża jest własnością znanego polityka, na tyle wrednego, że jeżeli nas zauważy (tutaj wskazał palcem na przepiękną willę znajdującą się na wzgórzu) bez wątpienia wezwie policję. Podpowiedział nam jednak, żebyśmy rozbili się z drugiej strony plaży, tuż pod skałą, wtedy będziemy niezauważeni. Podpytał nas również, skąd przybywamy. Gdy usłyszał, że z Polski, z pijacką gorliwością zaczął opowiadać o turyście, naszym rodaku, który częstował go marihuaną. Opowiadając to, patrzył na nas pożądliwie, najwidoczniej oczekując podobnego poczęstunku. Biedaczysko, najprawdopodobniej pomyliło mu się Poland z Holland.

Przytaszczyliśmy nasze manatki z samochodu i rozbiliśmy się posłusznie po drugiej stronie skały, na dzikiej, kameralnej plaży.

Eurotrip Czarnogóra Rezevici

 

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pozostań też z nami w kontakcie:
– Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami z naszych podróży
– Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe rękodzieła, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy

Reklama




Jestem na Instagramie!

 Skoro jesteśmy już przy tematach książkowych, chciałabym pokazać wam, jaki fajny pijar ma Wydawnictwo Bajka. Do zamówionych przeze mnie książek dołączono w prezencie wielką kolorowankę; katalogową ofertę Wydawnictwa, po ktorej rozłożeniu, na odwrocie otrzymujemy plakat; a także zakładkę do ksiazki ze sympatycznymi podzękowaniami za zakupy. Wspaniały przykład relacji "daj klientowi - zyskaj klienta". W dodatku nic się nie marnuje dzieki podwójnej funkcjonalności materiałów. Gratuluję profesjonalizmu i pomysłowości! #pijar #książki #książkidladzieci #dobrareklama #uratujmnie #jakiptakrobitak @wydawnictwobajka
 Kultowi bohaterowie mojego dzieciństwa także lubują się w podróżach. W książce "Bolek i Lolek zwiedzają Polskę" oprócz dobrze znanych mi miejsc, odwiedzają też takie, o których istnieniu nie miałam pojęcia! Sądzę, że przygody Bolka i Lolka w tej formie odnajdą swoich fanów również w młodszym pokoleniu. Dobrym pomysłem byłoby kontynuowanie serii. Jest przecież tyle ciekawych miejsc w Polsce, które Bolek i Lolek, a wraz z nimi ich wielbiciele, chcieliby zobaczyć. Dziękuję @gdziesakasperki za tę cudowną książkę i ciepłe słowa w dedykacji. Mam nadzieję, że nasze podróżnicze przygody będą choć w 1/4 tak ciekawe jak Wasze. #bolekilolekzwiedzajapolske #visitpoland #bolekilolek #znakemotikon
 Wózek na ścieżce a matka buszuje w krzakach w poszukiwaniu tych czerwonych pyszności. Gdy jem poziomki i maliny, często rozmyślam o moim pobycie w Szwecji czternaście lat temu. Pracowałam wtedy jako akwizytor i w drodze od domu do domu klienta podjadałam maliny i poziomki, których rosło tam od groma. Pewnego dnia zapukałam do drzwi domku położonego na skraju lasu. Nikogo nie zastałam, ale miałam szczęście, bo gdy chciałam wracać, właściciele właśnie nadjechali. Byli na zakupach w markecie i jakie było moje zdziwienie, gdy pośród wyciaganych z bagażnika samochodu toreb i siatek ujrzałam kobiałki malin! Jakoś trudno mi było zrozumieć, dlaczego Ci Szwedzi wydają pieniądze na coś, co mieli na wyciągnięcie dłoni. A dziś? W naszych polskich marketach bez trudu znajdziemy umyte ziemniaki czy obraną cebilę. Dopłacacamy za coś, co możemy zrobić sami, ale nasze lenistwo i chęć zaoszczędzenia czasu biorą górę.
 Prezenty dla taty gotowe: talony na święty spokój i zakładki do książek z odciskami stopy Miszki. Myślę, że T. się ucieszy. Talony możecie pobrać z bloga - link w bio. A co wasi tatusiowie otrzymają dziś w prezencie? #dzienojca #dzientaty #diy #zadarmo #pobierz #druk #prezent #dzieńojca
 Dzień Ojca tuż, tuż! Jeżeli nie macie jeszcze prezentu dla swych tatusiów, to nic straconego. Na blogu możecie pobrać coś, co przypadnie do gustu każdemu tacie: talon na święty spokój. Link w bio. #dzienojca #dzientaty #diy #zadarmo #pobierz #druk #prezent #dzieńojca
 Cztery dni poza domem z niemowlakim - nasz pierwszy wspólny dłuższy wyjazd. Byliśmy ciekawi jak nam to wyjdzie. Czy Misza zaaklimatyzuje się w nowym miejscu? Ile czeka nas wyrzeczeń? Czy przy bobasie uda nam się choć trochę odpocząć i czy wypoczną nasi znajomi, którzy dzieci nie mają? Nasze obawy nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. Misza zachowywał się wzorowo, a zmiana miejsca podsyciła jego ciekawość. Udało nam się pogodzić zabawę, wypoczynek i opiekę nad dzieckiem i, co mnie najbardziej cieszy, T. będący sceptycznie nastawiony do podróżowania z dzieckiem, zauważył jaki pozytywny wpływ miała na małego nasza wyprawa. Myślę, że możemy śmiało zrobić kolejny krok. Tym razem większy;) #podrozzdzieckiem #borsk #polska #borytucholskie #holidays #podrozzniemowlakiem
  • Kasia

    Wpędzisz mnie w depresje udostępniając te piękne zdjęcia równie pięknych miejsc o tej porze roku! 😛 A tak serio, to chyba nie pozostaje mi nic innego jak zbierać Euro czy inne Kuny żeby w końcu wybrać się w te rejony 🙂

    • Oj, całym sercem polecam! Tym bardziej, że przy odpowiedniej organizacji nie są to wcale duże pieniądze. Trzeba tylko umieć czasem z czegoś zrezygnować, np. z jedzenia w centrum turystycznego miasta czy zobaczenia popularnej acz drogiej atrakcji. Tak naprawdę wydaliśmy nawet mniej pieniędzy, niż gdybyśmy korzystali z oferty biura podróży – za to zobaczyliśmy niesamowicie wiele pięknych widoków i mieliśmy pełną swobodę zwiedzania. Na zakończenie wątku Eurotripu poświęcę jeden wpis o kosztach podróży, bo sporo osób podpytuje mnie, ile wydaliśmy na tę wyprawę 😉