Przegląd #kwiecień, #maj

Wiosna pełną parą to i mobilizacja inna – wyjątkowo Przegląd nie z sześciu a jedynie z dwóch miesięcy 😉

Co przez ten czas działo się na noszerazykilka.pl? Kilka dni temu sprawiłam małą antyreklamę Bułgarii, która była dla nas najmniej atrakcyjnym państwem na trasie Eurotripu. Dlaczego Bułgaria nie wywarła na nas pozytywnego wrażenia, możecie poczytać we wpisie Eurotrip dzień 15 – Bułgaria: Sofia.

A oto ranking tych najlepszych przyjemności z ostatnich dwóch miesięcy:

NAJLEPSZY PRZEPIS

Ciasto Stefania – znacie ten ból, kiedy ze względu na obecność małego wrzaskuna czasu na wszystko jest mniej, jednak koniecznie chcecie zachwycić towarzystwo swoim wypiekiem na świątecznym stole? Najlepiej wtedy odkurzyć jakiegoś zapomnianego klasyka, którego przygotowanie nie zajmie więcej niż 15 min. Wypróbujcie Stefanię, która uratowała mój honor kucharki i wyzbyła z hańby przyjazdu z pustymi rękoma na świąteczny obiad.

NAJLEPSZE FILMY

„Ghost in the Shell” – Byłam w kinie na nowej, ale widziałam również starą, animowaną wersję i… szczerze? Nie rozumiem skąd te krytyczne głosy w ocenie remake’u. Przypuszczam, że większość nieprzychylnych recenzji wyrosła z czystego sentymentu do pierwowzoru, mi natomiast w kinówce niczego nie brakowało. Były świetne efekty wizualne? Były. Była wartka akcja? Była. Było przedstawienie problematyki ingerencji technologii w ludzkie ciało i cała filozofia oscylująca wokół korzyści i niebezpieczeństw takich zabiegów. I tutaj odzywają się głosy, że w nowym „GitS” tego brak. Moi drodzy, nie trzeba przegadać całego filmu, tak jak to było w anime, żeby zobaczyć, jakie dylematy trapią główną bohaterkę – od tego jest gra aktorska, od tego jest obraz i kontekst.

Nowy „GitS” jest dobry. Proszę obejrzeć „GitS”. Polecam również anime, dzięki któremu trochę bardziej na serio zaczęłam interesować się cyberpunkiem. Na zachętę wrzucam świetny kawałek z soundtracka autorstwa mojej ukochanej kompozytorki Yoko Kanno.

„Ania” – Jako wielka fanka twórczości Lucy Maud Montgomery i kultowego filmu „Ania z Zielonego wzgórza” (z Megan Follows w roli głównej) nie mogłabym sobie podarować, gdybym nie zobaczyła nowo powstałego serialu bazującego na przygodach rudowłosej marzycielki. Serię w zeszłym miesiącu wypuścił Netflix i chyba nie przesadzę, stwierdzając, że serial zanosi się na spektakularny sukces.

Wielkie było moje zdziwienie, bo „Ania z Zielonego Wzgórza” i „Ania z Netflixa”, mimo zbieżności wątków, to tak naprawdę dwa różne filmy. A co je różni? Pierwszy wymieniony ściśle odwzorowuje książkę i jest naładowany humorem, natomiast nowa adaptacja poszerzona jest o nowe wątki a swym klimatem zahacza o dramat. W „Ani” uwydatniona została problematyka sieroctwa głównej bohaterki, a także zaakcentowane trudności, z jakimi musi się zmierzyć rodzina (M&M Cuthbertowie) przysposabiająca takie dziecko. Problemem staje się również wybujała wyobraźnia bohaterki. Fantazja Ani była jej azylem, w którym odnalazła schronienie przed brutalną rzeczywistością, pracując na siebie w życiu sprzed Zielonego Wzgórza, ale jak się okazało, potrafi być jej piętnem, przez które ciężko jej odnaleźć się wśród rówieśników.

Sam sposób przedstawienia głównej bohaterki różni się w obu filmach – Pierwsza Ania „z Zielonego Wzgórza” to rezolutna, odważna dziewczynka; druga zdaje się być bardziej rozchwiana emocjonalnie i niepewna siebie. Podoba mi się to świeże spojrzenie na postać Ani. Mimo że mam ogromny sentyment do pierwowzoru, to Ania Netflixa jest dla mnie bardziej autentyczna.

Nie mogę pozostawić bez komentarza openingu, który wprowadza nas do każdego odcinka. Składają się na niego przepiękne, baśniowe obrazy, rodem z obrazów Gustava Klimta. Przekonajcie się sami, poniżej zamieszczam opening, a także „making of”, żeby pokazać wam, jak odpowiedzialnie Netflix podszedł do tematu.


POLECANE ARTYKUŁY:

Diagnoza to śmierć, bo umiera marzenie o idealnym dziecku – chyba każdy, kto w pewien sposób otarł się w swoim życiu o autyzm, odczuwa tragizm i zarazem prawdziwość tego zdania. Zachęcam do przeczytania artykułu Przed szkołą poradzimy sobie z autyzmem.

– Zapierające dech w piersi fotografie z Moraw.

I widzę skrzynki z jabłkami. Jedne są z wielkich sadów w środkowej Holandii, drugie pochodzą z Chin, a trzecie z południowej Hiszpanii. I które są najdroższe? Jabłka, które przejechały 50 km. A te, które przepłynęły w kontenerach pół świata – najtańsze. To jest świat postawiony na głowie.To świat globalny. W którym biedni ludzie marzą, by kupić obrane, umyte i zapakowane ziemniaki. A bogaci, by znaleźć takie brudne, oblepione ziemią. I wtedy to jest towar luksusowy. To świetnie pokazuje, że czeka nas nadanie całkowicie innego znaczenia wielu rzeczom i zjawiskom. Tak będzie również z pojmowaniem luksusu. Co nim będzie? Na pewno bycie offline, czyli poza siecią internetową. Cisza i niedostępność to jest nowe bogactwo, na które coraz mniej ludzi może sobie pozwolić. (…) Chronienie swojej prywatności już jest trudne, a będzie jeszcze trudniejsze. – Wszystko jest teraz „smart”, czyli niby „mądre”. Ale to nie znaczy, że my tacy jesteśmy. „Smart” jest phone, a my jesteśmy głupi”

– i trochę humorystycznie „14 zmarnowanych okazji do seksu, które ci faceci zrozumieli, jak już było za późno”. Polecam przeczytać również komentarze.

MUSISZ TO ZOBACZYĆ

„Najbardziej prowokacyjny pokaz mody w historii”, „Najbardziej erotyczna, niepokorna, wyzywająca kolekcja, jaką kiedykolwiek stworzono” – takimi hasłami zwabiono publiczność na jeden z pokazów mody w ramach Fashion Week. (…) Publiczność była rzeczywiście zszokowana.

REWELACYJNE KSIĄŻKI

„Futu.re” Dmitry Głuchowski – Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się i już teraz pojawiają się z tego powodu pewne problemy społeczne (ach, te odległe emerytury). A co jeżeli kiedyś odnajdziemy drogę do pozyskania nieśmiertelności? Jak poradzimy sobie z jej potencjalnymi konsekwencjami – przeludnieniem, brakiem przestrzeni, niewystarczającej liczby surowców?

„Futu.re” obrazuje nam świat, który boryka się z tymi problemami. Nie mogąc znaleźć wolnej przestrzeni, ludzkość zaczęła budować się wzwyż, zamieszkując wysokie wieżowce. W nowej Europie skala przeludnienia jest na tyle wysoka, że na mieszkańca przypada 4 m2, dlatego ilość narodzin jest ściśle kontrolowana przez specjalne służby tzw. Nieśmiertelnych. Narratorem i głównym bohaterem książki jest Jan – członek ugrupowania Nieśmiertelnych, któremu pojawiły się świetne perspektywy na awans.

Chyba niejednokrotnie podkreślałam, że uwielbiam gatunek science fiction między innymi za sposobność prognozowania przyszłości. W usta bohaterów „Futu.re” zostały włożone poglądy i przekonania, które obecnie królują na współczesnej arenie politycznej. Tym ciekawiej się czyta.

„Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci” Mei-Ling Hopgood  – gdy wiedziałam, że zostanę matką, poprosiłam moje koleżanki, aby sporządziły mi spis rzeczy niezbędnych do obsługi małego człowieczka. Po ich przeczytaniu, złapałam się za głowę, bo nie zdawałam sobie sprawy, że potrzeba tylu gadżetów! Jednocześnie zaczęło mnie zastanawiać, jak radzą sobie matki z innych stron świata, gdzie dostęp do tych wszystkich rzeczy jest utrudniony. Książka „Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci”, nie tylko zaspokoiła moją ciekawość, ale także rozwiała kilka moich wątpliwości odnośnie postępowania z niemowlakiem. Oto kilka ciekawostek z książki:

  • Eskimosi jedzą surowe mięso, ponieważ jest bogatsze w składniki odżywcze niż gotowane. Ważne, żeby dziecko w pierwszych latach życia zaczęło jeść surowe mięso, ponieważ jeżeli do 3 roku życia go nie spróbuje, już nigdy nie polubi jego smaku.
  • Mamy w Argentynie pozwalają swoim dzieciom bawić się do upadłego, udowadniając tym samym, że zachowanie kultywowanej tak w naszym kraju rutyny snu wcale nie jest dziecku potrzebne. Ważne, aby dziecko otrzymało odpowiednią DAWKĘ snu.
  • Wózek dziecięcy powstał w XVIII wieku i był początkowo zabawką – mini karocą dla dzieci angielskiego lorda. Wynalazek tak się spodobał, że każdy lord chciał mieć go u siebie. Tak zostały spopularyzowane wózki, z których korzystamy do dziś. A jak radziły sobie mamy z transportowaniem dzieci do tego czasu? A więc, okazuje się, że noszenie w dzieci chuście nie było jedynie domeną kobiet Afryki czy Azji.

CIEKAWE WYDARZENIE:

Zrozumieć Social Media – Rahim Blak szkoli w Bydgoszczy! szkolenie, które uświadomiło mi, jaki ogromny potencjał kryją w sobie portale społecznościowe. Szczególnie zaimponowała mi potęga narzędzi Facebooka, którymi można zrobić wszystko – sprzedawać i kupować, rekrutować, reklamować, weryfikować wiarygodność osób. Jako szczególną ciekawostkę potraktowałam „kurs robienia selfie” i poniżej dzielę się z wami kilkoma praktycznymi poradami:

  • Zdjęcie rób zawsze stojąc twarzą do źródła światła.
  • Unikaj używania lampy błyskowej.
  • Rób selfie z góry, wtedy twarz wygląda ładniej, ale gdy jesteś zmuszony zrobić zdjęcie z dołu, wtedy nachyl się lekko do przodu, dzięki czemu unikniesz efektu podwójnego podbródka.
  • Korzystaj z filtrów Instagram – pomoże ci to uratować nawet najbardziej nieudane zdjęcie np. filtr Amaro świetnie rozjaśni niedoświetloną fotografię.
  • Robiąc zdjęcie, zawsze patrz w obiektyw, nie w wyświetlacz.
  • Unikaj mistrzów drugiego planu, dlatego zadbaj o tło: posprzątaj porozrzucane skarpetki z pokoju, wyproś niechcianych gości, przetrzyj brudne lustro, jeżeli robisz zdjęcie odbiciu.

NAJLEPSZE CYTATY

To wina milczącej zgody na to, że kiedy wydajesz na świat dziecko, to trochę umierasz – społecznie, kulturalnie, estetycznie. A we mnie takiej zgody nie ma.  Radomska (mamwatpliwosc.pl)

Chciałbym tu poważnie przestrzec czytelników przed wielkim niebezpieczeństwem, jakie grozi, gdy ktoś z przyjaciół żeni się lub staje nadwornym wynalazcą. Jednego dnia jest się samowolną kompanią wagabundów, którzy ruszają w drogę, gdy robi się nudno, mogą robić, co tylko chcą, cały świat stoi przed nimi otworem – aż raptem obojętnieją na to wszystko, przestaje ich to obchodzić. Chcą, żeby im było ciepło. Boją się deszczu. Zaczynają zbierać duże rzeczy, na które nie ma miejsca w podróżnym tobołku. Mówią tylko o małych rzeczach. Nie lubią nagle decydować się na coś, a potem robić odwrotnie. Przedtem rozwijali żagle – teraz strugają półeczki na porcelanę.

„Pamiętniki Tatusia Muminka” Tove Jansson

DOBRE BO ZA DARMO:

planner na wszystkie miesiące tego roku od Alegormy w dwóch pastelowych kolorach – miętowym i wrzosowym

 

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pozostań też z nami w kontakcie:
– Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami z naszych podróży
– Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe rękodzieła, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy

Reklama




Jestem na Instagramie!

 "Mogłabym tu mieszkać!" Te. już przewraca oczami na te moje wyznania, które padają za każdym razem, gdy widzę jakieś piękne miejsce. A oboje wiemy, że trudno byłoby mi opuścić na stałe Polskę, w której się urodziłam, mam rodzinę i znajomych. Bardzo się cieszę, gdy podczas podróży mam okazję porozmawiać z lokalnymi mieszkańcami, a już w ogóle z Polakami na emigracji, którzy porównują zastałe realia z tymi w Polsce. Na Bornholmie miałam przyjemność poznać Polkę mieszkająca 6 lat w Danii. Wymeczyłam ją pytaniami o to, jak się żyje w tym "raju". Zaskoczyła mnie melancholia w jej głosie i wyznanie, że próbowała wrócić z dziećmi do kraju, ale tęsknota za mężem, który pozostał w Danii ze względu na pracę, zmusiła ja do powrotu.  Po takich relacjach bardziej doceniam swoją rolę gościa w odwiedzanych krajach, a teraz trzy razy się zastanowię nim klepnę "chciałabym tu zostać". Bo co, jeżeli się spełni? (Zapłaczę się za Bydzią ) #etam #bydgoszczlepszanizbornholm #bornholm #hasle #dania #denmark #bornholmonbike #travelonbike
 Na kilka dni przed wyruszeniem w naszą podróż na Bornholm z zapartym tchem śledziłam prognozę pogody. W tym przypadku najistotniejsza była kwestia, którą zazwyczaj ignoruję sprawdzając stan pogody na najbliższe dni. To siła wiatru. ️ W dniu wypłynięcia na lądzie miało wiać ok 35 km/h. Wiecie, co to oznacza na pełnym morzu?  Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, że taka Zawadiaka, która przejechała dziesiątki tysięcy kilometrów samochodem, może cierpieć na chorobę lokomocyjną. A jednak ☺️ W dzieciństwie nikt mi nie wróżył kariery podróżniczej. Na sam zapach benzyny robiło mi się niedobrze a na lekcji wf-u byłam zwolniona z wykonywania ćwiczeń, w których wymagane było kręcenie głową.  Podróżowanie z Te. podleczyło mnie z tej przypadłości, jednak przeczuwałam, że na bujającym się statku może nie być lekko. Czy rzeczywiście bujało? Katamaranem miotało jak szatan, a dla mnie, tuż obok porodu, były to najdłuższe godziny życia. Dałam z siebie wszystko. Dosłownie Jednak niektóre kobiety po porodzie decydują się na drugie dziecko, a ja, wiedząc, co może mnie spotkać na morzu, zdecydowałabym się płynąć jeszcze raz. Bo Bornholm zasługuje na ponowne odwiedziny. Spowiadam się z tej mojej kiepskiej przypadłości, żeby uzmysłowić wam, że da się i warto czasem zacisnąć zęby, gdy problemu nie da się przeskoczyć. Nie szukajcie wymówek, bo wiele wspaniałości może was w życiu ominąć! P.S. Już wiadomo, że wilk w moim logo nie jest wilkiem morskim  #bornholm #sandvig #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #dania #denmark #travelonbike
 Jeszcze trochę bornholmskiego SPAMu #bornholmonbike #bornholm #denmark #dania #noszerazykilka #zawadiaka
 Mam taki niepozorny zeszyt, w którym zapisuję cele do osiągnięcia. Właśnie "cele" , nie "marzenia", bo to właśnie do celu się dąży i osiąga. Listę aktualizuję co roku, bo na niektórych punktach przestaje mi po pewnym czasie zależeć. Pozycją skrupulatnie przepisywną była "wycieczka rowerowa po Bornholmie". Ten punkt będę mogła już wykreślić z zeszutu  Co istotne, odkrywam Bornholm w towarzystwie bliskich mi ludzi i to potęguje satysfakcję z osiągniętego celu! A jak u was z osiąganiem wyznaczonych sobie celów? Spełnienie których dało wam najwięcej satysfakcji? #bornholm #ronne #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #denmark
 Ostatnie weekendy zapełniły nam rowerowe treningi. Hartujemy cierpliwość i wytrzymałość Miszki, bo czeka nas niebawem spora trasa do pokonania  Zaczęliśmy od 20, potem 30 km, a wczoraj pokonaliśmy aż 40 km, jadąc do miejscowości Samociążek! Misza na szóstkę! Jesteśmy pewni, że mały poradzi sobie w zbliżającej się podróży.  Natomiast zobaczymy, jak rodzice poradzą sobie organizacyjnie, bo jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę...  #rower #dzieckonarowerze #travelonbike #poland #bike #biketravel
 Rozbicie piniaty jest często punktem kulminacyjnym dziecięcej imprezy. Dlaczego warto zrobić piniatę samodzielnie? Bo jest to łatwe, tanie i nie wymaga wybitnych zdolności artystycznych – jedynie wytrwałości i fantazji. W dodatku, jeżeli zaangażujecie w pracę dzieci, zyskacie kilkadziesiąt minut świętego spokoju. Sami widzicie, że się opłaca  Wskazówki, jak zrobić piniatę o niestandardowym kształcie znajdziecie na blogu! ➡️Link w BIO⬅️ #piniata #piñata #pinata #birthdaypinata #birthday #urodzinydziecka #urodziny #diyproject #diy #handmade #zrobtosam #rekodzielo #rękodzieło #angrybirds #noszerazykilka #zawadiaka #angrybird #angrybirds #angrybirdspinata