Eurotrip dzień 13 i 14 – Grecja: Meteora, Bułgaria: Melnik

Grecja Meteora Bułgaria Melnik

GRECJA

Waluta: euro
Język: grecki
Państwo członkowskie Unii Europejskiej – niewymagana wiza
Co kupić na pamiątkę: małe ikony, alkohol (metaxa, ouzo), oliwę

Mało było na Eurotripie tak paskudnych poranków jak ten. Byliśmy niewyspani przez całonocne ujadanie psów i zatroskani o sprawność auta. Pogoda była przecudna, ale i to, zamiast nas cieszyć, napawało nas obawą. Mieliśmy przecież nie podróżować w upałach, żeby nie przegrzewać silnika, a pomimo wczesnej pory, temperatura już przekraczała 20 stopni! Zdecydowaliśmy, że będziemy jechać powoli z licznymi przystankami, aby dać autu się schłodzić. I tak przez całą drogę do Meteory – kolejnego celu naszej podróży, nasz wzrok zatrzymywaliśmy częściej na wskaźniku temperatury silnika niż na mijanych pejzażach. Z resztą nie było za bardzo czego podziwiać. Widoki zza szyby samochodu wypadały blado w stosunku do tych chorwackich, czarnogórskich, ba, nawet albańskich. W tej części Grecji dominował wysuszony krajobraz z opustoszałymi domami i stacjami benzynowymi. Przykra i niespodziewana odmiana po wizycie w Albanii, gdzie wioski i miasta tętniły życiem, a stacji i myjni samochodowych było więcej niż pod dostatek. Nie mogłam uwierzyć, że była to ta sama Grecja, nad którą tak rozwodzą się i zachwycają w broszurach biur podróży. W duchu obiecałam sobie, że następnym razem zwiedzę to państwo od strony słonecznego wybrzeża i pozostałości po starożytnych Grekach, aby utwierdzić się w przekonaniu, że w rzeczywistości w Grecji jest coś interesującego do zobaczenia.

Grecja

Jakimś cudem udało nam się natrafić na czynną stację benzynową. Zabraliśmy przybory do mycia i ruszyliśmy do toalety, żeby troszkę odświeżyć się przed dalszą podróżą. To, co tam zastaliśmy przerosło nasze najgorsze oczekiwania. Łazienka zdawała się być dawno nie sprzątana, przy lustrach leniwie powiewały pajęczyny, z kranu leciała lodowata woda, jednak największym zaskoczeniem, szczególnie dla T.,  była „dyra” w podłodze zamiast sedesu. Mnie, doświadczonej tego typu ustrojstwami na Białorusi, wcale nie zaskoczyło to rozwiązanie sanitarne, gdzie swoje potrzeby załatwia się w kucki. Ale wiecie, co? W tamtym momencie byliśmy tak bardzo przygnębieni sprawą auta, że było nam wszystko jedno, w jakich warunkach się myjemy. Ciekawe jak jedne problemy, potrafią przyćmić wagę innych 🙂

Czekając na Dextera, który jak zawsze potrzebował „nieco więcej czasu” na dojście do ładu (oznacza to mniej więcej, że cała nasza trójka zdążyła się umyć kolejno w jednej łazience, a i tak musieliśmy dalej czekać, aż Dexter opuści swoją), zamówiłam sobie do picia kawę. Liczyłam w duchu, że może doda mi trochę energii i napełni optymizmem. To, co otrzymałam od barmana, było lurawą „frape”, której baza stanowiła woda z kranu i proszek Nestea z saszetki. Niejednokrotnie potem zamawiając kawę otrzymywałam tego typu mikstury, co dało mi dojść do wniosku, że w Grecji ciężko dostać intensywną w smaku, świeżo zaparzoną kawę. No chyba że w wersji malutkiego espresso.

W Grecji mieliśmy tylko jeden cel – zwiedzić Meteory – zespół prawosławnych monastyrów położony na przepięknych skałach. Miejsce polecił nam znajomy, który przebywał w Grecji pół roku na wymianie studenckiej. Gdy przedstawiliśmy mu nasz plan podróży i początkowy zamysł zajechania do Saloników, podsumował: Pieprzyć Saloniki, musicie zobaczyć Meteory. Wjeżdżając do miejscowości, wiedzieliśmy, że nie przereklamował tego miejsca.

Bułgaria Melnik

Grecja Meteora

Grecja Meteora

Zdawaliśmy sobie sprawę, że czeka nas wspinaczka nie gorsza od tej, którą zafundował nam Kotor, dlatego chcieliśmy posilić się jeszcze przed wyprawą w miejscowości spoczywającej u stóp Meteor – Kalambaki. Nie przyszło nam do głowy, że Grecy podobnie jak Włosi kultywują sjestę i o określonej porze figę a nie obiad dostaniesz. Za to wieczorami budzi się życie w państwie greckim, kiedy to organizowane są biesiady trwające nierzadko do samego rana. Żeby nie marnować czasu, wzięliśmy butelki wody (po nauczce otrzymanej w Kotorze tym razem każdy swoją – litrową) i porzuciwszy samochód pod skałami rozpoczęliśmy wspinaczkę.

Grecja Meteora
Grecja Meteora

Do tej pory nie wiem, jakim cudem udało nam się wejść, nie łapiąc po drodze udaru, zawału czy wylewu. Weszliśmy, a gdy nasze stopy dumnie stanęły na szczycie jednej ze skał, dostrzegliśmy z jej szczytu… że do całego kompleksu klasztorów, można bezproblemowo podjechać samochodem… Jak to mówią: Kto nie ma w głowie, ten ma w nogach.

Grecja Meteora
Grecja Meteora
Grecja Meteora

To nic. Dotarliśmy i to się liczyło. Doszliśmy do bram jednego z klasztorów i zaczęliśmy pukać. Pukać, wołać, ciągnąć klamkę. Nic. Zamknięte. Niewiele rozumiejąc z całej tej sytuacji, zaczęliśmy się wycofywać. I wtedy ujrzeliśmy przy drodze tablicę, która informowała, że W CZWARTKI KLASZTOR JEST NIEDOSTĘPNY DLA ZWIEDZAJĄCYCH. Zgadnijcie, jaki był wtedy dzień tygodnia?  🙂

Zeszliśmy do miasta i zaleźliśmy w końcu knajpkę, w której obsługa raczyła wybudzić się z marazmu popołudniowej sjesty i nas obsłużyć. Pałaszując obiad, omawialiśmy dalszy plan działania. Postanowiliśmy, wbrew uprzednim założeniom, spędzić w Kalambace jeszcze jeden dzień, aby wejść do klasztorów nazajutrz z samego rana. Zgodnie uznaliśmy, że to bez sensu wyjeżdżać nie zobaczywszy tego, co w Grecji wydawało nam się najbardziej interesujące.

Wsiedliśmy do auta i wyjechaliśmy nieco za miasto w poszukiwaniu noclegu. Chyba pierwszy raz podczas całego Eurotripu szukaliśmy go o tak wczesnej porze. W knajpce, w której jedliśmy obiad łącząc się z internetem sprawdziliśmy, że nieopodal przepływa rzeka – idealne miejsce na rozbicie obozu! Jednak już w trasie doszliśmy do wniosku, że dojazd od niej może być skomplikowany, zatrzymaliśmy się więc po drodze w mijanym kempingu, aby podpytać o cenę noclegu. Cena kempingu okazała się tak niska, a perspektywa zażycia ciepłego prysznica tak kusząca, że bez namysłu zdecydowaliśmy się spędzić tam noc. Obsługa poinformowała nas, że nazajutrz w Grecji obchodzone jest święto i wszystkie sklepy będą pozamykane, więc dobrze byłoby zaopatrzyć się w produkty spożywcze już dziś. No tak, można było się domyślić po ilości mijanych przydrożnych kapliczek, że w Grecji, podobnie jak u nas, obchodzi się Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Była dopiero godzina 18.00 a my mieliśmy już rozbite namioty, umyte ciała, pełne brzuchy i piwa w ręku. Rzecz dla nas niesłychana. Niesamowicie było poczuć ten „komfort tradycyjnego wczasowicza” po kilkudniowym spaniu, gdzie popadnie. Mieliśmy sporo czasu, każdy więc mógł w końcu posiedzieć trochę w internecie i dać znać swoim rodzinom, że mamy się dobrze. T. posprawdzał najbardziej nurtujące nas zagadnienia: dalszą trasę, prognozę pogody i górzystość terenu. Te dwa ostatnie były dla nas szczególnie ważne, ze względu na stan samochodu. Dziś auto sprawowało się w miarę dobrze, ale mieliśmy sporo przystanków, które były potrzebne, by schłodzić silnik. Na szczęście połowę trasy Eurotripu mieliśmy już za sobą. Teraz mieliśmy jechać nieprzerwanie na północny-zachód, co oznaczało ochłodzenie i stopniowe obniżanie się terenu.

Z samego rana udaliśmy się do Meteor. Tym razem, mądrzejsi o wczorajsze doświadczenie, wjechaliśmy na sam szczyt 😉  Klasztory są dla mnie absolutnym „must visit” podczas podróżowania po Grecji.

Grecja Meteora
Grecja Meteora

Grecja Meteora

Grecja Meteora

Genezę powstania monastyrów tworzą pierwsi ascetyczni eremici, którzy zamieszkiwali w skalnych szczelinach w IX wieku. Mieszkanie 550 m nad miastem pozwoliło im trzymać się z dala od cywilizacji. Do dnia dzisiejszego w Meteorach prowadzi się tam życie monastyczne.

Do zwiedzania mamy 6 klasztorów (dwa z nich to żeńskie, pozostałe męskie). Wstęp do każdego klasztoru kosztuje 3 euro, dlatego zdecydowaliśmy się na szczegółowe zwiedzenie dwóch: klasztor Warłama i klasztor Świętej Trójcy. Aby móc zwiedzić monastyr, koniecznym jest zakrycie nagich rąk i nóg. Dostaliśmy w tym celu chusty, którymi starannie opasaliśmy swoje ramiona i biodra.

Grecja Meteora
Grecja Meteora
Grecja Meteora
Grecja Meteora

Naszym zainteresowaniem cieszył się najbardziej klasztor Świętej Trójcy, w którym rzekomo kręcono ujęcia do filmu o przygodach agenta 007 „Tylko dla twoich oczu”. Sceny tak naprawdę kręcone były poza klasztorem, gdyż władze kościelne nie zezwoliły reżyserowi na ujęcia wewnątrz. Zrobiono więc makiety uzurpujące wnętrze, natomiast sceny toczące się na zewnątrz kręcone były już na terytorium klasztoru.

Grecja Meteora
Grecja Meteora
Grecja Meteora
Grecja Meteora
Grecja Meteora
Grecja Meteora

W końcu znalazł się baniak na wino na moje możliwości 😉

Grecja Meteora

Oczywiście sprytni mnisi nie zasuwali co chwila z góry i pod górę, tylko zbudowali sobie windę. Chycał sobie taki jeden do koszyka, a inni braciszkowie spuszczali go na dół. Linę wymieniano dopiero, gdy pękała, zabierając pechowca w przepaść.

Grecja Meteora

Mimo że zwiedzanie Meteor było dla mnie niesamowitym przeżyciem, odczułam pewną ulgę, że dalsza trasa będzie już skracała dystans między nami a Polską. Przygody, miejsca, napotykani ludzie – to wszystko było dla niesamowitym doświadczeniem, ale pewna część mnie była już wymęczona podróżą. Co ciekawe, to uczucie „wymęczenia” powracało potem za każdym razem, gdy doświadczaliśmy odrobiny komfortu, nocując nie w terenie a na kempingu czy hotelu.

Grecja Meteora

Na trasie zaczęły się problemy ze zdrowiem Michała. Zaczął gorączkować i mieć dreszcze. Być może przez wymęczenie i słońce, a może był to nawrót przeziębienia, które nasz kompan złapał na kilka dni przed rozpoczęciem Eurotripu. Postanowiliśmy zjechać z trasy i zatrzymać się na chwilę – i tak dochodziła już pora obiadu, więc zajechaliśmy do pierwszej napotkanej na trasie knajpki. Serwowano tam apetycznie wyglądające szaszłyki z grilla, nikt z nas jednak nie wiedział, jak powiedzieć „szaszłyk” po angielsku. Nasze głośne rozmyślania usłyszała jedna z pań obsługujących i odpowiedziała po polsku, że nie mamy się już kłopotać, bo wie, o co chodzi. Polka okazała się być właścicielką baru, który prowadziła wraz z mężem-Grekiem. Mąż, dowiedziawszy się, że stołują się u niego rodacy jego żony, poczęstował nas lokalnym trunkiem ouzo – pysznym anyżowym w smaku alkoholem. Niestety T. kierowca nie mógł pić, Michał odmówił, ze względu na swoje samopoczucie, więc, aby nie urazić gospodarza, wypiłam swoją porcję i chłopaków. Ouzo tak mi zasmakowało, że nie odmówiłam dolewki, mimo przestróg gospodyni, że to bardzo zdradliwy trunek. Porozmawialiśmy trochę z Polką o Grecji, gównie o tym, jak im się żyje w tym kraju. Dowiedzieliśmy się, jak bardzo pogorszyła się sytuacja w państwie (był to okres, gdy Grecja ogłosiła bankructwo), jak kryzys gospodarczy przełożył się na spadek dochodów z turystyki, z której głównie utrzymywała się Grecja. Ledwo gryźliśmy się w język, bo zgodnie przypuszczaliśmy, że Grecja sama sobie zasłużyła na taki stan rzeczy. Na własnej skórze doświadczyliśmy przecież, jak „ciężko” pracują Grecy, odpoczywając w popołudniową sjestę i bawiąc się w nocy. Byliśmy również świadomi licznych przywilejów socjalnych, którymi dysponowali prędzej Grecy, o których zarówno Polska jak i wiele innych państw Unii Europejskiej mogłoby tylko pomarzyć. Taki stan rzeczy musiał prędzej czy później zaowocować kryzysem gospodarczym, ale ostatnie, czego chcieliśmy, to dyskusja na te tematy z naszymi gospodarzami, którzy ugościli nas tak hojnie.

Michał czuł się już lepiej, ja wręcz rewelacyjnie, bo ouzo widocznie zaczęło już działać, więc wyruszyliśmy w dalszą trasę. Granicę grecko-bułgarską przekroczyliśmy, gdy słońce chyliło się już ku zachodowi. W sumie, nawet nie odczuliśmy za bardzo żadnej granicy. Jedyne co dało o sobie znać, że nie jesteśmy już po stronie greckiej, to nagła zmiana stanu nawierzchni. Dosłownie: rozkopane drogi. Brak oznaczeń spowodował, że długo krążyliśmy między rozkopami. W końcu znaleźliśmy jakiegoś młodzieńca pracującego jeszcze przy wykopach i zapytaliśmy, jak stąd wyjechać. Chłopak sam nie miał pojęcia i gdy zaczęliśmy głośno narzekać, odparł z uśmiechem: Welcome to Bulgaria.

Od granicy do miejscowości Melnik mieliśmy niecałe 30 km, postanowiliśmy więc zajechać tam, napić się dobrego wina, z którego to miejsce słynie i poszukać noclegu w rejonach miejscowości. Dodatkową atrakcją miały być piaskowce otaczające miasto. Na zdjęciach w Google Maps prezentowały się bajecznie, w rzeczywistości „szału nie robiły”.

Bułgaria Melnik

Poszwendaliśmy się po uroczym miasteczku, kupiliśmy sporo wina, które w Bułgarii można kupić w plastikowych, kilkulitrowych butelkach po wodzie i rozejrzeliśmy się za jakąś knajpką, w której moglibyśmy zjeść kolację. Zaszliśmy do restauracyjki i zamówiliśmy jedzenie. Obsługujący nas starszy pan zapytał, jakie wino do tego podać. Nie mieliśmy specjalnie ochoty na alkohol, szczególnie ja, bo ouzo pozostawiło po sobie ból głowy, więc zamówiliśmy herbatę. Herbatę? zapytał z niedowierzaniem i drobnym oburzeniem staruszek Patrzcie no, polscy arystokraci przyszli do mego baru pić herbatę! Dobrze, będzie więc herbata!

O zmroku szukaliśmy noclegu. Ilość bezdomnych psów mijanych po drodze zniechęciła nas do spania na odludziu, więc zrezygnowani rozbiliśmy się w jakimś małym miasteczku, praktycznie między jakimś barem a miejscami usługowymi. Wymęczona poszłam położyć się do samochodu, a chłopcy fotografowali niebo, bo ta noc z 15 na 16 sierpnia była niezwykle ciepła i gwieździsta.

 

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pozostań też z nami w kontakcie:
– Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami z naszych podróży
– Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe rękodzieła, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy

Reklama




Jestem na Instagramie!

 "Mogłabym tu mieszkać!" Te. już przewraca oczami na te moje wyznania, które padają za każdym razem, gdy widzę jakieś piękne miejsce. A oboje wiemy, że trudno byłoby mi opuścić na stałe Polskę, w której się urodziłam, mam rodzinę i znajomych. Bardzo się cieszę, gdy podczas podróży mam okazję porozmawiać z lokalnymi mieszkańcami, a już w ogóle z Polakami na emigracji, którzy porównują zastałe realia z tymi w Polsce. Na Bornholmie miałam przyjemność poznać Polkę mieszkająca 6 lat w Danii. Wymeczyłam ją pytaniami o to, jak się żyje w tym "raju". Zaskoczyła mnie melancholia w jej głosie i wyznanie, że próbowała wrócić z dziećmi do kraju, ale tęsknota za mężem, który pozostał w Danii ze względu na pracę, zmusiła ja do powrotu.  Po takich relacjach bardziej doceniam swoją rolę gościa w odwiedzanych krajach, a teraz trzy razy się zastanowię nim klepnę "chciałabym tu zostać". Bo co, jeżeli się spełni? (Zapłaczę się za Bydzią ) #etam #bydgoszczlepszanizbornholm #bornholm #hasle #dania #denmark #bornholmonbike #travelonbike
 Na kilka dni przed wyruszeniem w naszą podróż na Bornholm z zapartym tchem śledziłam prognozę pogody. W tym przypadku najistotniejsza była kwestia, którą zazwyczaj ignoruję sprawdzając stan pogody na najbliższe dni. To siła wiatru. ️ W dniu wypłynięcia na lądzie miało wiać ok 35 km/h. Wiecie, co to oznacza na pełnym morzu?  Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, że taka Zawadiaka, która przejechała dziesiątki tysięcy kilometrów samochodem, może cierpieć na chorobę lokomocyjną. A jednak ☺️ W dzieciństwie nikt mi nie wróżył kariery podróżniczej. Na sam zapach benzyny robiło mi się niedobrze a na lekcji wf-u byłam zwolniona z wykonywania ćwiczeń, w których wymagane było kręcenie głową.  Podróżowanie z Te. podleczyło mnie z tej przypadłości, jednak przeczuwałam, że na bujającym się statku może nie być lekko. Czy rzeczywiście bujało? Katamaranem miotało jak szatan, a dla mnie, tuż obok porodu, były to najdłuższe godziny życia. Dałam z siebie wszystko. Dosłownie Jednak niektóre kobiety po porodzie decydują się na drugie dziecko, a ja, wiedząc, co może mnie spotkać na morzu, zdecydowałabym się płynąć jeszcze raz. Bo Bornholm zasługuje na ponowne odwiedziny. Spowiadam się z tej mojej kiepskiej przypadłości, żeby uzmysłowić wam, że da się i warto czasem zacisnąć zęby, gdy problemu nie da się przeskoczyć. Nie szukajcie wymówek, bo wiele wspaniałości może was w życiu ominąć! P.S. Już wiadomo, że wilk w moim logo nie jest wilkiem morskim  #bornholm #sandvig #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #dania #denmark #travelonbike
 Jeszcze trochę bornholmskiego SPAMu #bornholmonbike #bornholm #denmark #dania #noszerazykilka #zawadiaka
 Mam taki niepozorny zeszyt, w którym zapisuję cele do osiągnięcia. Właśnie "cele" , nie "marzenia", bo to właśnie do celu się dąży i osiąga. Listę aktualizuję co roku, bo na niektórych punktach przestaje mi po pewnym czasie zależeć. Pozycją skrupulatnie przepisywną była "wycieczka rowerowa po Bornholmie". Ten punkt będę mogła już wykreślić z zeszutu  Co istotne, odkrywam Bornholm w towarzystwie bliskich mi ludzi i to potęguje satysfakcję z osiągniętego celu! A jak u was z osiąganiem wyznaczonych sobie celów? Spełnienie których dało wam najwięcej satysfakcji? #bornholm #ronne #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #denmark
 Ostatnie weekendy zapełniły nam rowerowe treningi. Hartujemy cierpliwość i wytrzymałość Miszki, bo czeka nas niebawem spora trasa do pokonania  Zaczęliśmy od 20, potem 30 km, a wczoraj pokonaliśmy aż 40 km, jadąc do miejscowości Samociążek! Misza na szóstkę! Jesteśmy pewni, że mały poradzi sobie w zbliżającej się podróży.  Natomiast zobaczymy, jak rodzice poradzą sobie organizacyjnie, bo jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę...  #rower #dzieckonarowerze #travelonbike #poland #bike #biketravel
 Rozbicie piniaty jest często punktem kulminacyjnym dziecięcej imprezy. Dlaczego warto zrobić piniatę samodzielnie? Bo jest to łatwe, tanie i nie wymaga wybitnych zdolności artystycznych – jedynie wytrwałości i fantazji. W dodatku, jeżeli zaangażujecie w pracę dzieci, zyskacie kilkadziesiąt minut świętego spokoju. Sami widzicie, że się opłaca  Wskazówki, jak zrobić piniatę o niestandardowym kształcie znajdziecie na blogu! ➡️Link w BIO⬅️ #piniata #piñata #pinata #birthdaypinata #birthday #urodzinydziecka #urodziny #diyproject #diy #handmade #zrobtosam #rekodzielo #rękodzieło #angrybirds #noszerazykilka #zawadiaka #angrybird #angrybirds #angrybirdspinata