Eurotrip dzień 16 – Rumunia: Bran – Zamek Draculi

Niektóre z odwiedzonych przez nas państw nas zawiodły (ah, ta nieszczęsna Bułgaria), inne – Chorwacja, Czarnogóra czy Austria, tak jak się spodziewaliśmy, były niesamowicie piękne. Jednak spotkaliśmy też takie, które wyrwały na nas niesamowite wrażenie, głównie dlatego, że nie mieliśmy zbyt wysokich oczekiwań względem tych miejsc. Taka była właśnie Albania, która okazała się być bardziej przyjazna i otwarta niż się spodziewaliśmy i również Rumunia, której lekko się obawialiśmy ze względu na licznych Romów i… wampiry 😉 Do Rumunii przyciągnęły nas dwie, dość nietypowe atrakcje – zamek Draculi w Bran oraz park rozrywki schowany w podziemnej kopalni soli w Salina Turda. W rzeczywistości w naszym odczuciu miejsca te furory nie zrobiły, natomiast malownicze widoki, które towarzyszyły nam na trasie, wprawiły nas w niesamowity zachwyt – do tego stopnia, że obiecaliśmy sobie powrócić do tego kraju.

Eurotrip Rumunia Bran

RUMUNIA

Waluta: lej
Język: rumuński
Kraj należący do UE – niewymagany paszport
Co kupić na pamiątkę: palinka, wino, ceramika, haft

Cała nasza szybka trójka – ja, T. i Michał byliśmy już w pełnej gotowości, gdy Dexter człapał do łazienki zająć się poranną toaletą. Wiedzieliśmy, ile mu zajmie dojście do porządku, więc, kierując się burczeniem w brzuchach, postanowiliśmy tym razem na niego nie czekać tylko od razu lecieć na śniadanie. W restauracji na dole nakryto dla nas stolik, do którego, gdy tylko zajęliśmy miejsca, szybko podano świeże pieczywo, jajka, parówki, wędlinę. Kończyliśmy pić kawę, gdy Dexter zjawił się przy naszym stoliku. I tutaj czekała go nieprzyjemna niespodzianka. Kelner nie chciał go obsłużyć, bo nie wierzył, że nasz stolik powinien zostać nakryty dla czterech osób. Przekonany był, że w hotelu nie ma czteroosobowych pokoi, więc nie jest możliwe, aby śniadanie policzone zostało na czterech. Trudno było nam wytłumaczyć naszą zawiłą sytuację, że dzięki pozwoleniu kierowniczki hotelu nocowaliśmy w cztery osoby w dwuosobowym pokoju, bo pan bardzo słabo znał angielski (w ogóle w Rumunii łatwiej dogadać się Międzynarodowym Językiem Migowym niż po angielsku). Zaczęliśmy podśmiewywać się z Dextera, że doświadcza w końcu na własnej skórze skutki swojego grzebalstwa, ale od porannej głodówki uradowało go wstawiennictwo kierowniczki hotelu, która potwierdziła ilość osób na naszym śniadaniu.

Wyspani i pokrzepieni solidną strawą ruszyliśmy w drogę odkrywać Rumunię. Pierwsze, co rzuciło nam się na trasie to widoki tego typu:

Eurotrip Rumunia

Wozy zaprzęgnięte w konie turlały się tuż obok samochodów na głównych krajowych drogach. Śmialiśmy się z tego, do momentu, aż przyszło nam zatankować i zobaczyliśmy na stacji cenę paliwa. Potem już tylko smutnie kiwaliśmy głowami ze zrozumieniem.

Jak już wspomniałam we wstępie, w Rumunii do zwiedzenia mieliśmy dwa miejsca: miejscowość Bran, w której znajduje się zamek Draculi oraz Salinę Turdę – mały park rozrywki ulokowany w kopalni soli. Tę drugą opcję zostawiliśmy sobie nazajutrz, dziś niespiesznie zmierzaliśmy ku królowi wampirów.

Eurotrip Rumunia

Nie, to jeszcze nie zamek Draculi. Tak wygląda tradycyjna rumuńska architektura.

Eurotrip Rumunia
Eurotrip Rumunia

Padał deszcz i było chłodno. Po raz pierwszy od kilkunastu dni poczuliśmy zimno i od razu zatęskniliśmy za chorwackimi upałami i świeżością morskiej bryzy. Pocieszało nas jedynie, że pogoda sprzyja naszemu samochodowi, który sunął rumuńskimi drogami, jak gdyby nigdy nie miał żadnej awarii. Niestety przezornie postanowiliśmy odpuścić sobie jeden cel podróży – Trasę Transfogarską i tamę na jeziorze Vidraru. Obawialiśmy się, że strome, górzyste drogi dobiją nasze auto, dlatego wybraliśmy mniej wymagającą trasę.

Mieliśmy również okazję zobaczyć, jak u podnóża gór wyłaniają się chmury, tak jakby właśnie te góry rodziły wszystkie obłoki, które płakały nam na głowę zimnym deszczem.

Eurotrip Rumunia
Eurotrip Rumunia
Eurotrip Rumunia
Eurotrip Rumunia
Eurotrip Rumunia
Eurotrip Rumunia

Zatrzymaliśmy się w miejscowości Sinaia, aby w przydrożnej restauracyjce zjeść obiad. Nie wiem, co zamówiliśmy, jednak pamiętam, że jedzenie nie było pierwsza klasa. Niezły kontrast do wczorajszego przepysznego obiadu w stolicy Bułgarii. Poprosiliśmy o rachunek i wręczyliśmy kelnerce odliczone pieniądze. Nagle Pani zaczęła się burzyć, wskazując na pieniądze (oczywiście angielskiego ni w ząb). Spojrzeliśmy jeszcze raz na rachunek, policzyliśmy ponownie pieniądze. Wszystko się zgadzało. Mieliśmy wrażenie, że chodzi o walutę, ale przecież potwierdzono nam, nim jeszcze złożyliśmy zamówienie, że możemy płacić euro. Nie mogliśmy się dogadać z rozjuszoną panią. Nagle ta zabrała nasze pieniądze i wyszła z lokalu, zostawiając nas tym samym w dość niekomfortowej sytuacji, bo nie wiedzieliśmy, czy jej wyjście to zgoda na nasze odejście, czy mamy czekać. Wybraliśmy tę drugą opcję. Po kilku minutach kelnerka wróciła z nieco skruszoną miną i powiedziała, że wszystko się zgadza. Wydedukowaliśmy z tej sytuacji, że ta pani najprawdopodobniej nie widziała na oczy waluty euro, albo nie miała z nią styczności w formie banknotów i wyszła podpytać się kogoś mądrzejszego, żeby się przekonać, czy nie chcemy jej okantować.

W Rumunii dech zapiera różnorona architektura sakralna.

Eurotrip Rumunia DSC_0099-min

A także cieszą oko kolorowe, wesołe cygańskie wioski.

Eurotrip Rumunia Eurotrip Rumunia Eurotrip Rumunia

Gdy dotarliśmy do Bran, niebo już się rozpogodziło. Nie mogliśmy się doczekać tej atrakcji. Każdy z nas był ciekawy, jaka legenda związana jest z Draculą. Czy istniał naprawdę? Kim był i dlaczego zyskał miano wampira?

Eurotrip Rumunia Bran

Zamek wygląda niepozornie. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś architektonicznie bardziej mrocznego i tajemniczego. A tu ot  taki miły zameczek, gdzie jedynie, co przerażało, to kolejka, która prowadziła do jego bram. Zamiennie zastępowaliśmy się w zajmowaniu kolejki, jednocześnie wykorzystaliśmy ten czas na zakup pamiątek dla bliskich na targu z pamiątkami. Bo czy można przywieźć coś lepszego z Transylwanii niż  gadżet z wizerunkiem wampira?

Zwiedzając zamek, troszkę się rozczarowałam: zamiast trumien wygodne łóżka, zamiast mrocznych artefaktów i pajęczyn, przyzwoite książki, ciepłe koce, instrumenty muzyczne. Schludnie i przytulnie.

Eurotrip Rumunia Bran
Eurotrip Rumunia Bran
Eurotrip Rumunia Bran
Eurotrip Rumunia Bran
Eurotrip Rumunia Bran

Chociaż sala tortur wyglądała trochę groźnie…

Eurotrip Rumunia BranEurotrip Rumunia Bran

No to jak było z tym Draculą? Rozczaruję was, ale lord wampirów tak naprawdę nigdy nie istniał. Dracula jest postacią fikcyjną z książki irlandzkiego pisarza J. Stroka, który wybrał Transylwanię jako miejsce akcji swej powieści. Podobno postać Draculi wzorowana była na Wladzie Palowniku – który swój przydomek zyskał szczególnym upodobaniem do zabijania ludzi, nabijając ich na pal. Jednak krwi nie pił, czosnków i krzyży się nie bał. I zamku w Bran na oczy nigdy nie widział.

Eurotrip Rumunia Bran Eurotrip Rumunia Bran

Legenda o Draculi, jaką owiano zamek w Bran, sprowadziła na niego popularność, którą wykorzystano w celach komercyjnych.

Czy zatem żałujemy, że zwiedziliśmy uzurpatorską posiadłość Draculi? Nie. Zamek okazał się dość ciekawy w swojej architektonicznej okazałości. Szczególnie intrygowała ilość małych drzwiczek prowadzących do wąskich korytarzy. Przejścia te poukrywane były w różnych komnatach, tworzyły pewnego rodzaju sieć, która umożliwiała szybkie przemieszczanie się między pomieszczeniami.

Eurotrip Rumunia Bran Eurotrip Rumunia Bran Eurotrip Rumunia Bran

Wstęp do zamku kosztuje ok 25 zł, ulgowy 10 zł (stan na 2015 rok). Czy warto? Zależy od waszych oczekiwań. My byliśmy lekko zawiedzeni, gdyż spodziewaliśmy się czegoś mrocznego i tajemniczego. Jeżeli ktoś jest nastawiony na turystykę zamkową, Bran na pewno go zaciekawi.

Rozpogodziło się na dobre, gdy znów ruszyliśmy w drogę.

Eurotrip Rumunia Eurotrip Rumunia Eurotrip Rumunia Eurotrip Rumunia Eurotrip Rumunia Eurotrip Rumunia

Jako że zeszłej nocy zasmakowaliśmy luksusu spania w łóżku, tej jednogłośnie zedydowaliśmy się na spanie w terenie. Złamawszy złożoną sobie obietnicę, że w Rumunii nie będziemy się rozbijać na dziko (ze względu na Romów i bezdomne, dzikie psy) ustawiliśmy namiot nieopodal czyjegoś domostwa.

Eurotrip Rumunia

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pozostań też z nami w kontakcie:
– Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami z naszych podróży
– Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe rękodzieła, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy

Reklama




Jestem na Instagramie!

 "Mogłabym tu mieszkać!" Te. już przewraca oczami na te moje wyznania, które padają za każdym razem, gdy widzę jakieś piękne miejsce. A oboje wiemy, że trudno byłoby mi opuścić na stałe Polskę, w której się urodziłam, mam rodzinę i znajomych. Bardzo się cieszę, gdy podczas podróży mam okazję porozmawiać z lokalnymi mieszkańcami, a już w ogóle z Polakami na emigracji, którzy porównują zastałe realia z tymi w Polsce. Na Bornholmie miałam przyjemność poznać Polkę mieszkająca 6 lat w Danii. Wymeczyłam ją pytaniami o to, jak się żyje w tym "raju". Zaskoczyła mnie melancholia w jej głosie i wyznanie, że próbowała wrócić z dziećmi do kraju, ale tęsknota za mężem, który pozostał w Danii ze względu na pracę, zmusiła ja do powrotu.  Po takich relacjach bardziej doceniam swoją rolę gościa w odwiedzanych krajach, a teraz trzy razy się zastanowię nim klepnę "chciałabym tu zostać". Bo co, jeżeli się spełni? (Zapłaczę się za Bydzią ) #etam #bydgoszczlepszanizbornholm #bornholm #hasle #dania #denmark #bornholmonbike #travelonbike
 Na kilka dni przed wyruszeniem w naszą podróż na Bornholm z zapartym tchem śledziłam prognozę pogody. W tym przypadku najistotniejsza była kwestia, którą zazwyczaj ignoruję sprawdzając stan pogody na najbliższe dni. To siła wiatru. ️ W dniu wypłynięcia na lądzie miało wiać ok 35 km/h. Wiecie, co to oznacza na pełnym morzu?  Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, że taka Zawadiaka, która przejechała dziesiątki tysięcy kilometrów samochodem, może cierpieć na chorobę lokomocyjną. A jednak ☺️ W dzieciństwie nikt mi nie wróżył kariery podróżniczej. Na sam zapach benzyny robiło mi się niedobrze a na lekcji wf-u byłam zwolniona z wykonywania ćwiczeń, w których wymagane było kręcenie głową.  Podróżowanie z Te. podleczyło mnie z tej przypadłości, jednak przeczuwałam, że na bujającym się statku może nie być lekko. Czy rzeczywiście bujało? Katamaranem miotało jak szatan, a dla mnie, tuż obok porodu, były to najdłuższe godziny życia. Dałam z siebie wszystko. Dosłownie Jednak niektóre kobiety po porodzie decydują się na drugie dziecko, a ja, wiedząc, co może mnie spotkać na morzu, zdecydowałabym się płynąć jeszcze raz. Bo Bornholm zasługuje na ponowne odwiedziny. Spowiadam się z tej mojej kiepskiej przypadłości, żeby uzmysłowić wam, że da się i warto czasem zacisnąć zęby, gdy problemu nie da się przeskoczyć. Nie szukajcie wymówek, bo wiele wspaniałości może was w życiu ominąć! P.S. Już wiadomo, że wilk w moim logo nie jest wilkiem morskim  #bornholm #sandvig #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #dania #denmark #travelonbike
 Jeszcze trochę bornholmskiego SPAMu #bornholmonbike #bornholm #denmark #dania #noszerazykilka #zawadiaka
 Mam taki niepozorny zeszyt, w którym zapisuję cele do osiągnięcia. Właśnie "cele" , nie "marzenia", bo to właśnie do celu się dąży i osiąga. Listę aktualizuję co roku, bo na niektórych punktach przestaje mi po pewnym czasie zależeć. Pozycją skrupulatnie przepisywną była "wycieczka rowerowa po Bornholmie". Ten punkt będę mogła już wykreślić z zeszutu  Co istotne, odkrywam Bornholm w towarzystwie bliskich mi ludzi i to potęguje satysfakcję z osiągniętego celu! A jak u was z osiąganiem wyznaczonych sobie celów? Spełnienie których dało wam najwięcej satysfakcji? #bornholm #ronne #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #denmark
 Ostatnie weekendy zapełniły nam rowerowe treningi. Hartujemy cierpliwość i wytrzymałość Miszki, bo czeka nas niebawem spora trasa do pokonania  Zaczęliśmy od 20, potem 30 km, a wczoraj pokonaliśmy aż 40 km, jadąc do miejscowości Samociążek! Misza na szóstkę! Jesteśmy pewni, że mały poradzi sobie w zbliżającej się podróży.  Natomiast zobaczymy, jak rodzice poradzą sobie organizacyjnie, bo jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę...  #rower #dzieckonarowerze #travelonbike #poland #bike #biketravel
 Rozbicie piniaty jest często punktem kulminacyjnym dziecięcej imprezy. Dlaczego warto zrobić piniatę samodzielnie? Bo jest to łatwe, tanie i nie wymaga wybitnych zdolności artystycznych – jedynie wytrwałości i fantazji. W dodatku, jeżeli zaangażujecie w pracę dzieci, zyskacie kilkadziesiąt minut świętego spokoju. Sami widzicie, że się opłaca  Wskazówki, jak zrobić piniatę o niestandardowym kształcie znajdziecie na blogu! ➡️Link w BIO⬅️ #piniata #piñata #pinata #birthdaypinata #birthday #urodzinydziecka #urodziny #diyproject #diy #handmade #zrobtosam #rekodzielo #rękodzieło #angrybirds #noszerazykilka #zawadiaka #angrybird #angrybirds #angrybirdspinata