Eurotrip dzień 17 – Rumunia: Salina Turda – podziemny park rozrywki

Rumunia Salina Turda

RUMUNIA

Waluta: lej
Język: rumuński
Kraj należący do UE – niewymagany paszport
Co kupić na pamiątkę: palinka, wino, ceramika, haft

 

Rumunia Salina Turda

To było jedno z tych miejsc noclegowych, które opuszcza się szybko i bez sentymentu. Byliśmy nawet trochę zaskoczeni, że nikt nie zakłócił naszego spokoju, bo rozbiliśmy się między ruchliwą drogą a czyjąś prywatną posesją. Spakowaliśmy namiot Michała i chcieliśmy od razu ruszyć w drogę, ale… auto nie odpalało! Wyglądało na to, że akumulator wyładował się na amen! Niespecjalnie byliśmy tym faktem zdziwieni. Wiedzieliśmy, że wymęczyliśmy go wystarczająco podpinając pod wszystkie możliwe gniazda samochodowe różnego rodzaju urządzenia: lodówkę turystyczną, telefony, GPS, transmiter. Już od Czarnogóry auto dawało znać, że dalsze nadużywanie mocy jego akumulatora skończy się dla nas awarią, więc przystopowaliśmy nieco i ładowaliśmy telefony w miejscu, gdzie akurat nocowaliśmy lub jedliśmy. Z używania transmitera całkowicie zrezygnowaliśmy i przez całą trasę wałkowaliśmy te kilka płyt CD, które mieliśmy w aucie (utwory te wryły mi się tak w pamięć, że wybudzona nagle w środku nocy potrafiłabym jeszcze z zamkniętymi oczyma wyrecytować słowa piosenki „Rosana, freaky little mama…”). Wydawało nam się, że te kilka ograniczeń wystarczy i faktycznie – auto śmigało jako tako, mimo że z podłączenia lodówki i GPS nie mogliśmy zrezygnować. I tak doturlaliśmy się do Rumunii.

Łapaliśmy przejezdne samochody, aby któryś uczynny kierowca nieco nas podładował. Na szczęście akumulator zaskoczył i ruszając w trasę, znów zaczęliśmy się łudzić, że jednak uda nam się dojechać do Polski i tam dokonać jego wymiany.

Plan na poranek jak zwykle według schematu: zjeść śniadanie, umyć się na stacji benzynowej i w drogę. Zrobiliśmy szybkie zakupy w markecie. Nie wiem, czy mieliśmy pecha, ale wszystko, co jedliśmy w Rumunii było jałowe w smaku – zarówno posiłki w restauracjach jak i jedzenie zakupione w marketach.

Ruszyliśmy w drogę. Na dziś mieliśmy w planach zwiedzić Salinę Turdę –park rozrywki zlokalizowany w podziemnej kopalni soli w miejscowości Turda – jakieś 35 kilometrów na południe od miejscowości Kluż-Napoka.

W drodze do Turdy zauważyliśmy, że w Rumunii autostop jest dość popularnym sposobem podróżowania. Być może ze względu na cenę paliw (ok 7 zł za litr!) niewielu stać na jeżdżenie własnym autem. Okazję łapią zarówno młodzi jak i seniorzy.

Z drżącym sercem wyczekiwaliśmy pojawienia się na horyzoncie Saliny Turdy. W miejscowości Turda do kopalni prowadziły nas już znaki. Nasze podniecenie sięgnęło zenitu, gdy budynek przypominający talerz UFO wyłonił się na horyzoncie. Wiązaliśmy z tym miejscem bardzo wielkie nadzieje.

Rumunia Salina Turda

Gwoli wyjaśnienia – Salina Turda jest jedną z najstarszych kopalni soli w Europie. Podobno sól wydobywano już w czasach starożytnych. Eksploatację zakończono w roku 1932, natomiast w 1992 miejsce otwarto dla zwiedzających. Kopalnia jest tak przestronna, że postanowiono zrobić z niej coś pomiędzy sanatorium a parkiem rozrywki.

Tuż przy obiekcie znajduje się płatny parking (koszt 5 lei na cały dzień dzień – ok. 4,60 zł), jednak w pobliżu jest wiele miejsc, w których można zostawić samochód nie płacąc.

Kąpiele w słonym błocie mają właściwości zarówno lecznicze jak i kosmetyczne. Panie korzystają, ile mogą.

Rumunia Salina Turda

Salina Turda czynna jest przez cały tydzień od 9.00 do 17.00, jednak ostatnie wejście możliwe jest o godzinie 16.00. Bilet wstępu kosztuje: 30 lei za osobę dorosłą, czyli niecałe 30 zł; 15 lei za studentów, dzieci i emerytów. Dzieci do lat 3 wchodzą za darmo (Więcej informacji tu). Pobyt nie jest ograniczony czasowo – można śmiało spędzić tam cały dzień, co raczej nie jest realne, ponieważ na terytorium kopalni nie wolno wnosić jedzenia (chyba że wyjdziecie zjeść przy kramikach przed wejściem. Wybór jednak nie zachwyca). Oczywiście wewnątrz kopalni nie można również niczego do jedzenia kupić, więc prędzej czy później głód wypędzi każdego turystę.

Każdy, kto zwiedzał kiedyś Wieliczkę, jakąś kopalnię czy jaskinię, wie, że temperatura w nich panująca jest niższa niż na zewnątrz. W Salinie Turda temperatura oscylowała wokół 12 stopni Celsjusza, podczas gdy na zewnątrz mieliśmy prawie 30! Warto więc zaopatrzyć się w dodatkową warstwę ubrań.

Rumunia Salina Turda

Zwiedzamy kopalnię soli na własną rękę. Do dyspozycji mamy trzy szyby: Rudolf – 42 m, Anton – 108 m i Terezia – 120 m; które prowadzą do komnat solnych. W niektórych zaplanowano dla zwiedzających atrakcje. Spacerujemy długimi korytarzami, którego zarówno ściany jak i sklepienie oblepione jest solą.

Rumunia Salina Turda DSC_0618-min

Z ciekawszych okazała się wielka wyciągarka soli, która napędzana była przez konie. Gdy już taki biedny koń znalazł się pod ziemią, to nie było szans, aby z powrotem wrócił na powierzchnię.

Rumunia Salina Turda

Rumunia Salina Turda

Rumunia Salina TurdaDo głównej komnaty można zejść na dwa sposoby – zjechać windą, w której mieści się max 7 osób, w związku z czym tworzy się przed nią długa kolejka; lub zejść stromymi, oblepionymi solą schodami. Nie chcieliśmy tracić czasu, więc wybraliśmy drugi wariant. Do pokonania mieliśmy 13 pięter. Schody okazały się bardzo strome, dodatkowo kłopot sprawiało mijanie się z turystami, którzy akurat wychodzili z naprzeciwka.

Rumunia Salina Turda

Schodząc ze schodów, wkraczamy do sali tak przestronnej, że mieści w sobie diabelski młyn, plac zabaw, mini golfa, ping-ponga, kręgle i amfiteatr. Stamtąd prowadzi również zejście na niższy poziom, gdzie można popływać wypożyczoną łódką po solnym jeziorze lub zrobić sobie fotkę w dziwnej, drewnianej konstrukcji.

Rumunia Salina Turda

Rumunia Salina Turda Rumunia Salina Turda Wystrój zaskakuje swoją nowoczesnością. Dobór oświetlenia i oraz forma, kolor, a także specyficzny zapach daje wrażenie nieziemskich scen rodem z filmu science fiction.

Rumunia Salina Turda Rumunia Salina TurdaSalina Turda nam się podobała, ale nie zachwyciła. Głównie dlatego, że mieliśmy zbyt wysokie oczekiwania. Zachęceni sformułowaniami „park rozrywki” spodziewaliśmy się wielu aktrakcji charakterystycznej dla tego typu obiektów. Jedynie diabelski młyn wpisywał się w tę myśl. Druga rzecz – korzystanie z atrakcji było dodatkowo płatne.

Zdecydowanie bardziej kochamy Rumunię za jej naturalne piękno i widoki. Mijaliśmy tyle przepięknych miejsc, że postanowiliśmy w przyszłości ponownie wybrać się do tego państwa, dedykując mu osobną wycieczkę.

Rumunia Rumunia Rumunia

Rumunia Rumunia Rumunia Rumunia

Rumunia jest państwem kontrastów – tuż obok biednych, tętniących życiem cygańskich wiosek, wyrastają niesamowicie zdobne, bogate, wielopoziomowe wille zwane „pagodami”. Przejeżdżając obok nich, zrozumieliśmy znaczenie słów Rumuna spotkanego przy przeprawie promowej, że Rumunia to biedny kraj bogatych ludzi.

Rumunia

Cyganie przy budowaniu domów wyznają zasadę, iż rezydencja musi mieć bardzo dużo zdobień i upiększeń, na tyle, że swoim wyglądem poważnie zahaczają o kicz. Wille stoją często puste, niewykończone, jak gdyby komuś zabrakło nagle funduszy, aby ziścić swe marzenie o mieszkaniu w bajce.

Rumunia Rumunia

A przy pałacykach w ogródkach stoją sławojki i palniki, bo Cyganie stawiają willę, ale np. nie gotują w kuchni i załatwiają swoje potrzeby również na dworze. I ponoć nie chodzi tu o jakieś ludowe obyczaje. Pałac buduje się, aby pokazać się, że masz kasę, a przyzwyczajeń trudno się wyzbyć.

Zniechęceni rumuńskimi smakami zdecydowaliśmy się zjeść już zza granicą węgierską. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, bo udało nam się zamówić dwie wielkie michy mięsa za relatywnie niską cenę. Napchaliśmy się po uszy, więc ruszyliśmy w dalszą trasę, rozglądając się za noclegiem. Na tę noc rozbiliśmy się przy stacji benzynowej.

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pozostań też z nami w kontakcie:
– Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami z naszych podróży
– Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe rękodzieła, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy

Reklama




Jestem na Instagramie!

 "Mogłabym tu mieszkać!" Te. już przewraca oczami na te moje wyznania, które padają za każdym razem, gdy widzę jakieś piękne miejsce. A oboje wiemy, że trudno byłoby mi opuścić na stałe Polskę, w której się urodziłam, mam rodzinę i znajomych. Bardzo się cieszę, gdy podczas podróży mam okazję porozmawiać z lokalnymi mieszkańcami, a już w ogóle z Polakami na emigracji, którzy porównują zastałe realia z tymi w Polsce. Na Bornholmie miałam przyjemność poznać Polkę mieszkająca 6 lat w Danii. Wymeczyłam ją pytaniami o to, jak się żyje w tym "raju". Zaskoczyła mnie melancholia w jej głosie i wyznanie, że próbowała wrócić z dziećmi do kraju, ale tęsknota za mężem, który pozostał w Danii ze względu na pracę, zmusiła ja do powrotu.  Po takich relacjach bardziej doceniam swoją rolę gościa w odwiedzanych krajach, a teraz trzy razy się zastanowię nim klepnę "chciałabym tu zostać". Bo co, jeżeli się spełni? (Zapłaczę się za Bydzią ) #etam #bydgoszczlepszanizbornholm #bornholm #hasle #dania #denmark #bornholmonbike #travelonbike
 Na kilka dni przed wyruszeniem w naszą podróż na Bornholm z zapartym tchem śledziłam prognozę pogody. W tym przypadku najistotniejsza była kwestia, którą zazwyczaj ignoruję sprawdzając stan pogody na najbliższe dni. To siła wiatru. ️ W dniu wypłynięcia na lądzie miało wiać ok 35 km/h. Wiecie, co to oznacza na pełnym morzu?  Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, że taka Zawadiaka, która przejechała dziesiątki tysięcy kilometrów samochodem, może cierpieć na chorobę lokomocyjną. A jednak ☺️ W dzieciństwie nikt mi nie wróżył kariery podróżniczej. Na sam zapach benzyny robiło mi się niedobrze a na lekcji wf-u byłam zwolniona z wykonywania ćwiczeń, w których wymagane było kręcenie głową.  Podróżowanie z Te. podleczyło mnie z tej przypadłości, jednak przeczuwałam, że na bujającym się statku może nie być lekko. Czy rzeczywiście bujało? Katamaranem miotało jak szatan, a dla mnie, tuż obok porodu, były to najdłuższe godziny życia. Dałam z siebie wszystko. Dosłownie Jednak niektóre kobiety po porodzie decydują się na drugie dziecko, a ja, wiedząc, co może mnie spotkać na morzu, zdecydowałabym się płynąć jeszcze raz. Bo Bornholm zasługuje na ponowne odwiedziny. Spowiadam się z tej mojej kiepskiej przypadłości, żeby uzmysłowić wam, że da się i warto czasem zacisnąć zęby, gdy problemu nie da się przeskoczyć. Nie szukajcie wymówek, bo wiele wspaniałości może was w życiu ominąć! P.S. Już wiadomo, że wilk w moim logo nie jest wilkiem morskim  #bornholm #sandvig #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #dania #denmark #travelonbike
 Jeszcze trochę bornholmskiego SPAMu #bornholmonbike #bornholm #denmark #dania #noszerazykilka #zawadiaka
 Mam taki niepozorny zeszyt, w którym zapisuję cele do osiągnięcia. Właśnie "cele" , nie "marzenia", bo to właśnie do celu się dąży i osiąga. Listę aktualizuję co roku, bo na niektórych punktach przestaje mi po pewnym czasie zależeć. Pozycją skrupulatnie przepisywną była "wycieczka rowerowa po Bornholmie". Ten punkt będę mogła już wykreślić z zeszutu  Co istotne, odkrywam Bornholm w towarzystwie bliskich mi ludzi i to potęguje satysfakcję z osiągniętego celu! A jak u was z osiąganiem wyznaczonych sobie celów? Spełnienie których dało wam najwięcej satysfakcji? #bornholm #ronne #bornholmonbike #noszerazykilka #zawadiaka #denmark
 Ostatnie weekendy zapełniły nam rowerowe treningi. Hartujemy cierpliwość i wytrzymałość Miszki, bo czeka nas niebawem spora trasa do pokonania  Zaczęliśmy od 20, potem 30 km, a wczoraj pokonaliśmy aż 40 km, jadąc do miejscowości Samociążek! Misza na szóstkę! Jesteśmy pewni, że mały poradzi sobie w zbliżającej się podróży.  Natomiast zobaczymy, jak rodzice poradzą sobie organizacyjnie, bo jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę...  #rower #dzieckonarowerze #travelonbike #poland #bike #biketravel
 Rozbicie piniaty jest często punktem kulminacyjnym dziecięcej imprezy. Dlaczego warto zrobić piniatę samodzielnie? Bo jest to łatwe, tanie i nie wymaga wybitnych zdolności artystycznych – jedynie wytrwałości i fantazji. W dodatku, jeżeli zaangażujecie w pracę dzieci, zyskacie kilkadziesiąt minut świętego spokoju. Sami widzicie, że się opłaca  Wskazówki, jak zrobić piniatę o niestandardowym kształcie znajdziecie na blogu! ➡️Link w BIO⬅️ #piniata #piñata #pinata #birthdaypinata #birthday #urodzinydziecka #urodziny #diyproject #diy #handmade #zrobtosam #rekodzielo #rękodzieło #angrybirds #noszerazykilka #zawadiaka #angrybird #angrybirds #angrybirdspinata