Słowenia http://www.noszerazykilka.pl Na wszystko mam opowieść. Mon, 21 Dec 2020 18:19:43 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.6.30 Eurotrip dzień 20. Zakończenie i znaczenie http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-dzien-20-zakonczenie-i-znaczenie/ http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-dzien-20-zakonczenie-i-znaczenie/#respond Mon, 27 Nov 2017 19:32:21 +0000 http://www.noszerazykilka.pl/?p=2572 EurotripJakiś czas temu rozmawialiśmy we trójkę – ja, Te. i Dexter – o chwilach, które najbardziej zmroziły nam krew w żyłach podczas Eurotripu. Dla mnie i Te. niezaprzeczalnie było to zepsucie się auta w Albanii i jego naprawa przez czterech […]]]> Eurotrip

Jakiś czas temu rozmawialiśmy we trójkę – ja, Te. i Dexter – o chwilach, które najbardziej zmroziły nam krew w żyłach podczas Eurotripu. Dla mnie i Te. niezaprzeczalnie było to zepsucie się auta w Albanii i jego naprawa przez czterech chłystków, którzy niepokojąco ni stąd ni zowąd pojawili się, aby nieść nam pomoc. Nie mogliśmy powstrzymać śmiechu, gdy Dexter opowiedział nam, o tym, co w jego odczuciu okazało się najbardziej traumatyczne.

W kempingu, w którym nocowaliśmy ostatniego dnia naszej podróży, ciepłą wodę o poranku załączali w godzinach 9.00 – 11.00. Wszyscy prócz Dextera wstaliśmy ok. 10.00 i poszliśmy się umyć. Temperatura wody w natrysku już pozostawiała wiele do życzenia, a słabe ciśnienie powodowało, że strumień ledwo ciekł ze słuchawki prysznica. Kąpiel zajęła nam trochę czasu, a gdy wróciliśmy z powrotem do namiotu, Dexter jeszcze spał. Pozostał kwadrans do 11.00, więc obudziliśmy Dextera, mówiąc, że za chwilę wyłączają ciepłą wodę. Lekko zdezorientowany Dexter wyszedł z namiotu z kosmetyczką pod pachą i chwiejnym krokiem pobiegł w stronę łazienek. I to jest właśnie to – ta chwila była dla Dexa najbardziej przerażająca. Gdy nasz guzdrała musiał w przeciągu skromnych 15 minut ogarnąć całą swoją poranną toaletę. 😀

Eurotrip

Namiot składaliśmy w strugach rzęsistego deszczu. Byliśmy cali przemoczeni, gdy sunęliśmy autem autostradą ku granicy słowacko-polskiej. Do domu. Tego dnia zwiedziliśmy Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Chłopcy już tam byli, ja po raz pierwszy. To jedyne miejsce z Eurotripu, o którym nie jestem w stanie napisać. Na dzień dzisiejszy brak mi odpowiednich słów, aby omówić to miejsce z należnym mu patosem. Powiem tylko, że Auschwitz przeraża. Przeraża statystyką, skalą bestialstwa. Uważam, że jest miejsce, które każdy powinien odwiedzić, aby uświadomić sobie, co niesie za sobą wojna i faszyzm.

Nie mam zbyt wielu zdjęć z Muzeum. Mam wewnętrzne opory fotografować wnętrza obiektów sakralnych, a zwiedzając Auschwitz czułam się jak w grobowcu. Gdzieś w czeluściach telefonu odnalazłam tę jedną fotografię, która do tej pory wywołuje u dreszcze. Widnieje na nim uschnięta róża wetknięta w drzwi Bloku nr 10, za którymi niegdyś rozegrał się koszmar tysięcy kobiet.

Auschwitz

Smutne mieliśmy zakończenie naszego Eurotripu. Niemniej jednak cała nasza podróż była niezapomnianą, radosną przygodą, do której do tej pory bardzo często wracamy pamięcią. Dokonaliśmy tego! Przeżyliśmy to! Przejechaliśmy razem 7000 km, zwiedziliśmy 15 krajów, spędziliśmy razem 21 dni i jakimś cudem się nie pozabijaliśmy. I wyznam szczerze, że nic nie spaja ludzi bardziej niż jedzenie śniadania na krawężniku pod Lidlem.

Eurotrip

POROZMAWIAJMY O KONKRETACH, CZYLI O KASIE

Ila was to, Zawadiako, kosztowało? To chyba najczęstsze pytanie, jakie pada, gdy opowiadamy o naszych przygodach. Wydaliśmy we dwójkę na Eurotripie ok. 6 tysięcy złotych za trzytygodniową podróż. Kwota ta uwzględnia wcześniejsze przygotowania – podreperowanie auta, winiety; a także późniejszą naprawę samochodu (a trochę tego było). Jeżeli nadążaliście za postami, to wiecie, że nocowaliśmy głównie w terenie – pozwoliło nam to zaoszczędzić masę pieniędzy, ale odbiliśmy to sobie na jedzeniu i pamiątkach. Odpuszczaliśmy sobie bardzo drogie atrakcje – czasem zastępowaliśmy je tańszymi (zamek w Predjamie zamiast jaskini Križna Jama) lub wchodziliśmy za darmo (wejście do jezior Plitvickich od strony lasu), a czasem w ogóle odpuszczaliśmy. Nie o to jednak chodzi, aby podróżować i nic nie zobaczyć, dlatego wstępowaliśmy do tych atrakcji, na których najbardziej nam zależało (zamek Draculi w Bran, park rozrywki w podziemnej kopalni Salina Turda). Dla porównania Michał, który podróżował ściśle niskobudżetowo wydawał na całym Eurotripie 2 tysiące złotych.

NASZE PODSUMOWANIE KRAJÓW EUROTRIPU

EUROTRIP:

  • ostrzegł nas, aby przed kolejną większą podróżą z Dexterem zrobić rewizję jego rzeczy. Zabieranie puchowej poduszki to przesada, która kosztowała nas sporo miejsca w samochodzie.
  • zweryfikował naszą packlistę. Już wiemy, co warto wziąć w kolejną dłuższą podróż, a czego nie. O tym, co dobrze zabrać na podróż samochodową po Europie przeczytacie we wpisie „PACKLISTA, czyli co zabrać w podróż po Eurpie”
  • uświadomił nas, jak bardzo postępuje unifikacja kultury i jak trudno w Europie o prawdziwą egzotykę. Mobilność ludzi i turystyka sprawiły, że sporo państw oferuje ten sam standard usług i towarów (Lidla znaleźliśmy w prawie każdym państwie). Czasem naprawdę trudno było dostać prawdziwe, lokalne produkty.
  • utwierdził nas w przekonaniu, że nie trzeba znać języka, aby podróżować. Eurotrip udowodnił, że najlepiej sprawdza się Międzynarodowy Język Migowy. Czasem nawet zbyt sprawne posługiwanie się angielskim bardziej utrudnia niż ułatwia komunikację, bo wiele słów może być dla obcokrajowca niezrozumiałych. Niekiedy lepiej jest powiedzieć po prostu „toilet” i bezradnie unieść ramiona, niż konstruować długie zdanie, żeby dowiedzieć się, gdzie pójść za potrzebą.
  • pokazał, że nie ma co się bać. Z niemal każdej problematycznej sytuacji jest wyjście: co pokazało nam popsute auto w Albanii, którą tak nas straszono. Rozbijaliśmy się na dziko, kupowaliśmy lokalne jedzenie – nikt nas nie napadł, nie otruł, nie okradł, nie pobił. Paradoksalnie –  okradli nas jeden, jedyny raz… w Polsce! I to na bardzo „przyjaznym” festiwalu.
  • udowodnił, że nie trzeba mieć dużo pieniędzy, aby podróżować, co pokazał z kolei Michał, który wydał przez te całe 3 tygodnie zaledwie 2000 zł, niewiele sobie odejmując od ust.
  • uświadomił nam, że odpowiada nam taka forma podróżowania. Chyba nigdy nie skorzystamy z wycieczki zorganizowanej. Decydowanie na własną rękę o tym, gdzie pojedziemy, pozwoliło nam zwiedzić miejsca, których nie ma w przewodnikach. Zatrzymywaliśmy się gdzie chcieliśmy i na ile chcieliśmy. Mogliśmy porozmawiać z ludźmi i wtopić się w ich kulturę. Pasuje nam taka swoboda.
  • pokazał, że hobby spaja związek, szczególnie podróżowanie. Istnieje takie powiedzonko, że „najczęstsza przyczyna rozwodu to: remont i gra w Monopoly”. Pewna blogerka, parafrazując to stwierdzenie, dodała, że „kryzys w podróży”. A o kryzysowe sytuacje w podróżowaniu bardzo łatwo. Dzięki Eurotripowi ja i Te. znamy swoje zachowania w innych warunkach  niż „domowe”. To bardzo ważne doświadczenie, bo w innym kraju, innej rzeczywistości, jesteśmy zdani wyłącznie na siebie, dobrze więc wiedzieć, czego się po sobie spodziewać. Eurotrip utwierdził mnie, że Te. to ten na całe życie – mężczyzna, na którego w każdej sytuacji mogę liczyć.
  • ujawnił nasze talenty, więc wiemy kto i czym  będzie się zajmowć podczas organizacji kolejnych podróży. I tak obecnie oboje z Te. wyszukujemy miejsca do zwiedzenia, ale to ja pakuję plecaki i załatwiam sprawy formalne typu ubezpieczenia, wizy; Te. natomiast rządzi na trasie.
  • pokazał, że warto improwizować. Mimo że mieliśmy plan podróży, nie trzymaliśmy się go ściśle. Po drodze odnajdywaliśmy ciekawsze atrakcje, czasem coś nam polecano (np zamek w Predjamie).
  • udowodnił, że podróżowanie spaja ludzi. Przez te trzy tygodnie trochę się zżyliśmy. Nadal utrzymujemy ze sobą kontakt, a Dexter wciąż z nami podróżuje, mimo że przybył nam mały, czasem dość kłopotliwy pasażer 😉
  • pokazał, że warto wyjść ze swojej strefy komfortu. Dużo bardziej docenia się takie małe przyjemności, jak ciepłe łóżko, stały dostęp do internetu, niespieszny prysznic.
  • uzmysłowił nam, że świat jest wielki, różnorodny i piękny. I teraz wciąż nas korci, żeby odkrywać nowe miejsca.
  • dostarczył cudownych wspomnień. Eurotrip to coś, co się już nigdy więcej nie powtórzy. Bo, jakkolwiek to brutalnie zabrzmi, byliśmy młodzi i bez dziecka – pełna spontaniczność, brawura, minimalizm. Podróżowanie z dzieckiem wygląda inaczej, a podróżować bez Miszy nie chcemy. Patrząc na ten ogrom dobrodziejstw, jakie otrzymujemy z podróżowania, chcę, aby mój syn również był ich beneficjentem. Nawet jeżeli wiąże się to z utrudnieniami dla nas.
  • jest dowodem na to, że marzenia się spełniają. Trzeba tylko wziąć sprawy w swoje ręce.

SPIS WPISÓW

Packlista

Eurotrip – jak to się zaczęło

Dzień 1 – Przystanek Woodstock

Dzień 2 – Czechy: Praga

Dzień 3 – Austria: Wiedeń

Dzień 4 – Słowenia: Bled

Dzień 5 – Słowenia: Postojna; Włochy: Triest

Dzień 6 – Chorwacja: Jeziora Plitwickie

Dzień 7 – Chorwacja: Jeziora Plitwickie, Rovanjska

Dzień 8 – Chorwacja: Omiś

Dzień 9 – Chorwacja: Kupari

Dzień 10 – Chorwacja: Dubrownik; Czarnogóra: Kotor

Dzień 11 – Czarnogóra:  Kotor, Budva, Sveti Stefan, Rezevici

Dzień 12 – Albania

Dzień 13 i 14 – Grecja: Meteora; Bułgaria: Melnik

Dzień 15 – Bułgaria: Sofia

Dzień 16 – Rumunia: Bran

Dzień 17 – Rumunia: Salina Turda

Dzień 18 – Węgry: Tokaj

Dzień 19 – Węgry: Budapeszt

Dzień 20 – Polska: Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu

 

]]>
http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-dzien-20-zakonczenie-i-znaczenie/feed/ 0
Eurotrip dzień 5 – Słowenia: Postojna • Włochy: Triest http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-triest/ http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-triest/#respond Sat, 22 Aug 2015 20:07:12 +0000 http://www.noszerazykilka.pl/?p=924 Słowenia Zamek PredjamaSŁOWENIA Waluta: euro Język: słoweński, można dogadać się w języku angielskim Autostrady i drogi szybkiego ruchu płatne – wymagana winieta Kraj należący do UE – niewymagany paszport Co kupić na pamiątkę: wino WŁOCHY Waluta: euro Język: włoski, można dogadać się […]]]> Słowenia Zamek Predjama

mapa włochySŁOWENIA

Waluta: euro
Język: słoweński, można dogadać się w języku angielskim
Autostrady i drogi szybkiego ruchu płatne – wymagana winieta
Kraj należący do UE – niewymagany paszport
Co kupić na pamiątkę: wino

WŁOCHY

Waluta: euro
Język: włoski, można dogadać się w języku angielskim
Autostrady i drogi szybkiego ruchu płatne – wymagana winieta
Kraj należący do UE – niewymagany paszport
Co kupić na pamiątkę: makarony, kawa, wino

Pamiętam, że przy każdym noclegu w namiocie mój sen przerywał poranny zaduch i gorąco. Odrzucałam wtedy gruby koc, wypełzałam ze śpiwora i zdejmowałam tonę ubrań, które nakładałam na siebie przed snem, aby nie zarznąć w nocy. Rozebranie się do bielizny niewiele pomagało. Jedynym sposobem uniknięcia ryzyka przegrzania lub uduszenia się było opuszczenie namiotu.

Nieco inaczej wyglądały pobudki podczas noclegu w aucie. Nigdy nie było mi za zimno, nigdy za gorąco, natomiast spałam zawinięta w kłębek, bo to jedyna pozycja, jaką dało się przyjąć na wąskim tylim siedzeniu. Sen przerywał zazwyczaj ból pleców i skurcze w nogach. Nie było innego rozwiązania niż wyjście z auta i rozprostowanie ścierpniętych kończyn.

Tamtego poranka, podczas naszego pierwszego noclegu w Słowenii, również obudził mnie ból w nogach i krzyżu. Moje obolałe ciało wylało się z otwartego samochodu. Przeciągnęłam się i rozejrzałam się po okolicy. Była to mała zajezdnia dla tirów i niewykluczone, że mógł być to teren prywatny, jednak śpiącym obok kierowcom tirów najwidoczniej nie przeszkadzała nasza obecność.

Słowenia
Słowenia

Po przebudzeniu chłopców tradycyjnie udaliśmy się na stację benzynową „wziąć prysznic” i do supermarketu na śniadanie. Tak wygląda Słowenia skąpana w porannym słońcu:

Słowenia

Kolejnym celem naszej podróży miała być jaskinia w miejscowości Postojna. Przed wyjazdem na Eurotrip oglądaliśmy zdjęcia z tej jaskini na Google Maps i byliśmy na nią nieźle napaleni. Niestety nie sprawdziliśmy ceny wstępu i gdy przybyliśmy na miejsce okazało się, że do zapłacenia mamy 23 € za osobę! Stwierdziliśmy jednogłośnie, że dajemy sobie spokój. Na szczęście pani w kasie uświadomiła nas o istnieniu innej, co prawda mniejszej jaskini, ale o tyle atrakcyjniejszej, że jest położona pod zamkiem częściowo wykutym w skale.

Do Zamku Predjama mieliśmy jakieś 10 km krętej drogi z uroczymi widokami. Gdy dotarliśmy na miejsce, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom.

Słowenia Zamek Predjama

Zamek Predjama został wbudowany w ponad stumetrową skałę. Kilka pomieszczeń zamku mieści się w części dobudowanej w skale, a niektóre komnaty nawet w jaskiniach.

Słowenia Zamek Predjama

Zamku nie widać z góry, ponieważ wykuty został głęboko w skale, która tworzy jego naturalny dach.

Słowenia Zamek Predjama

Istnienie Zamku Predjama datuje się na 1202 rok. Najciekawszym władcą zamku był słoweński Robin Hood – Erasmus. To on rozbudował Predjamę i przemienił zamek w twierdzę nie do zdobycia. Pewnego dnia Erasmus podpadł Gubernatorowi Triestu – Kasparowi Ravbarowi, który to wyruszył w odwecie na podbój zamku. Oblężenie trwało rok. Zdobycie zamku uniemożliwiało jego położenie i labirynt tuneli, dzięki którym zamek mógł zaopatrywać się we wszelkie dobra. Oblężenie pewnie zakończyłoby się klęską, gdyby nie zdrada służącego. Wskazał on najsłabszy punkt budowli – miejsce, w którym ściany zamku były najcieńsze i można przebić je kulą armatnią. Miejscem tym była toaleta zlokalizowana na tarasie. Życie Erasmusa dobiegło końca, gdy udał się za potrzebą i służący dał znak wrogim wojskom do wystrzelenia armaty.

Zwiedzenie zamku kosztuje 12 €, my jednak zdecydowaliśmy się na zwiedzanie jaskini, która znajduje się pod zamkiem, co kosztowało nas jedynie 8 €.

Słowenia Zamek Predjama

Jaskinia powstała wskutek wydrążenia skały przez rzekę Lokva, która zajmuje również jej najmłodsze piętro. Jaskinia znajduje się na czterech poziomach. Niektóre jej części, ze względu na trudne do przejścia zwężenia, są udostępniane wyłącznie doświadczonym grotołazom. W deszczowych porach roku jaskinia jest niedostępna, gdyż niektóre jej piętra są zalane wodą.

Słowenia Zamek Predjama
Słowenia Zamek Predjama

Dla nas najbardziej edukacyjnym doświadczeniem z wyprawy była część, w której przewodniczka wytłumaczyła, w jaki sposób można łatwo zapamiętać, które ze skał naciekowych to stalagmity, a które stalaktyty. Pojęcia te często są mylone, jednak istnieje prosty sposób na szybkie rozeznanie się które są które. Szczególnie osobom narodowości niemieckiej nie sprawi ci to problemu. Stalaktyty z języka niemieckiego to Stalaktits, natomiast Niemcy wiedzą (jak i my po podstawowym kursie niemieckiego u Michelle w Berlinie), że sufiks tego słowa – Tits to w języku niemieckim cycki. A cycki znajdują się w górnej części ciała, więc stalaktyty to są te skały zwisające z góry! Proste!

Słowenia Zamek Predjama
Słowenia Zamek Predjama

Fotka z małym smokiem.

Słowenia Zamek Predjama
Słowenia Zamek Predjama
Słowenia Zamek Predjama

Pożegnaliśmy na krótko Słowenię i wyruszyliśmy do Włoch. W planie mieliśmy zjedzenie obiadu we włoskiej pizzerii w Triest.

Włochy
Włochy

Nazwa tego baru/sklepu na poniższym zdjęciu doskonale oddaje to, co dzieje się na włoskich drogach. Włosi jeżdżą jak wariaci – nie włączają kierunku przy zmianie pasa, ciągle trąbią i potrafią stać na awaryjnych światłach na środku drogi. Każdy centymetr ulicy jest zaparkowany, a znalezienie sobie wolnego miejsca graniczny z cudem. T. jako wielbiciel energicznej jazdy czuł się na włoskich ulicach jak ryba w wodzie.

Włochy Triest

Zauważyliśmy, że w Trieście spora ilość ludzi porusza się skuterami. Patrząc na masakryczny ruch na drodze, wcale nas to nie dziwiło. Skuterem można szybciej przemknąć między zakorkowanymi samochodami, a także łatwiej jest znaleźć miejsce do zaparkowania.

Włochy Triest
Włochy Triest

We Włoszech od 13.00 – 17.00 obowiązuje sjesta, czyli poobiedni odpoczynek od panujących w tych godzinach upałów. Większość miejsc usługowych jest w tym czasie nieczynne. Na szczęście nie wszyscy korzystają z tego przywileju i otrzymaliśmy szansę na znalezienie restauracji, w którym raczyli nas obsłużyć. O tym, co znaczy prawdziwa sjesta przekonaliśmy się dopiero w Grecji.

Włochy Triest

Prawdziwa włoska pizza podawana jest bez sosów. T. zajadał się nią po uszy, mi nie bardzo przypadła do gustu. Co prawda robiona tak jak lubię – na bardzo cienkim cieście, jednak jego smak i konsystencja przypominała mi tanie, napompowane powietrzem bułki z hipermarketu. Ku mojemu zdziwieniu bez problemu zjadłam całą pizzę i nie czułam się przejedzona.

Włochy Triest

Trzeba bardzo uważać, gdyż do włoskiego rachunku doliczana jest Coperta (prezzo del coperto al ristorante) – dodatkowa opłata za to, że przygotowano nam miejsce przy stole. Nie jest to napiwek i kwota jest rozliczana fiskalnie. Zwykle jest to od 1-2  € za osobę. U nas wyniósł on 6 € za 4 osoby. Opłaty nie płaci się, jeżeli bierze się danie na wynos. Niekiedy coperta łączona jest z servizio – 10-15% napiwkiem, jednak ten rodzaj opłaty jest uznaniowy.

Podczas każdej wyprawy zdarzały się sytuacje kryzysowe wynikające z jakiegoś zaniedbania dokonanego przed wyruszeniem w podróż. Z mojej głowy wyleciało dokonanie opłaty za serwer! Termin wygaśnięcia usługi zbliżał się nieubłaganie, a my przez ten cały czas nie mieliśmy możliwości dłuższego korzystania z internetu, więc nie mogłam wykonać przelewu. Usiadłam przy sklepie z netbookiem na kolanach i zaczęłam przeglądać listę dostępnych w pobliżu sieci, licząc na znalezienie chociaż jednej niezabezpieczonej. Ku mojemu zdziwieniu prawie wszystkie sieci było niezabezpieczone! I były to sieci prywatne! Pozwoliło mi to szybko uregulować rachunek i przeżyć dalszą część wakacji w spokoju i bez nękania telefonami klientów, dlaczego nie działa im strona 🙂

Triest jest bardzo przyjemnym miastem portowym. Nie pozostało nam dużo czasu na jego szczegółowe zwiedzanie. Pokręciliśmy się trochę po centrum i ruszyliśmy na poszukiwania samochodu.

Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest
Włochy Triest

Szczęście, że T. dobrze orientuje się w terenie. Zawsze jako dodatkowe zabezpieczenie przed zabłądzeniem robiliśmy zdjęcia ulicy, przy której parkowaliśmy samochód. Sposób godny polecenia.

Włochy Triest

Jechaliśmy przez Włochy o zmierzchu, z jednym przystankiem w McDonald’s, bardziej z potrzeby skorzystania z darmowego wi-fi niż napełnienia żołądka.

Włochy Triest
Włochy Triest

Zależało nam, aby przejechać jak najwięcej kilometrów i przenocować w Słowenii, żeby mieć krótki dojazd do państwa, które interesowało nas najbardziej – Chorwacji. Gdy tylko przejechaliśmy granicę zaczęliśmy rozglądać się za noclegiem. Było już ciemno i każde miejsce wydawało się nieodpowiednie. Dojechaliśmy do jakiegoś zajazdu i Dexter z Michałem poszli ubłagać właściciela, abyśmy mogli rozbić namiot na jego terenie. Uzyskawszy pozwolenie postawiliśmy jedynie namiot Michała i tradycyjnie chłopcy w trójkę wpakowali się do namiotu, a ja kolejną noc męczyłam moje nogi i plecy w aucie.

]]>
http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-triest/feed/ 0
Eurotrip dzień 4 – Słowenia: Bled http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-dzien-4-slowenia-bled/ http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-dzien-4-slowenia-bled/#respond Wed, 22 Jul 2015 14:44:42 +0000 http://themes.wearesupa.com/wp/tipi/?p=1 Eurotrip dzień 4 Słowenia BledWaluta: euro Język: słoweński, można dogadać się w języku angielskim Autostrady i drogi szybkiego ruchu płatne – wymagana winieta Kraj należący do UE – niewymagany paszport Co kupić na pamiątkę: wino Obudziła nas duchota i gorąco w namiocie. Przebraliśmy się […]]]> Eurotrip dzień 4 Słowenia Bled

Słowenia Bled mapa

Waluta: euro
Język: słoweński, można dogadać się w języku angielskim
Autostrady i drogi szybkiego ruchu płatne – wymagana winieta
Kraj należący do UE – niewymagany paszport
Co kupić na pamiątkę: wino

Obudziła nas duchota i gorąco w namiocie. Przebraliśmy się w stroje kąpielowe i poczłapaliśmy do toi-toia. Dexter i Michał jeszcze spali i nie mieliśmy zamiaru przedwcześnie ich budzić. Nie wiedzieliśmy, kiedy znowu znajdziemy tak cudowne miejsce na nocleg, więc daliśmy im się rozkoszować błogim snem.

Austria Wiedeń

Nasz „Wypas-toi-toi z Bieżącą wodą i Oświetleniem w Nocy” miał jeden minus – prysznic znajdował się na zewnątrz, co skutkowało zaprezentowanie mojej osoby takiej, jaką mnie Bóg stworzył przechodzącym wiedeńczykom. Przełożenie kąpieli na następny dzień nie wchodziło w rachubę. Nasze ciała potrzebowały solidnego szorowania, więc na zmianę z T. zakrywaliśmy się ręcznikiem przed wzrokiem zaciekawionych przechodniów. Woda była lodowata i leciała pod słabym ciśnieniem. Jestem święcie przekonana, że szybciej i w cieplejszej wodzie wypłukałabym szampon z moich włosów w Dunaju.

Gdy wróciliśmy z kąpieli podłączyliśmy czajniczek do przetwornicy w samochodzie i zaparzyliśmy sobie ciepłą kawę i herbatę. Siedzieliśmy sobie w ciszy, siorbiąc ciepły napój i patrząc na srebrzystą wstęgę rzeki.

Austria Wiedeń

Chłopcy wstali, więc poinstruowaliśmy ich w obsłudze prysznica. Wyuszyli, ku naszemu zaskoczeniu, RAZEM. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie warto pobiec za nimi z kamerą i nagrać ich w ukryciu. Nasz film pt. „Two men, one shower” mógłby zarobić na kolejny Eurotrip.

Po powrocie chłopców, zwinęliśmy namioty i pojechaliśmy do supermarketu po śniadanie. Zrobiliśmy zakupy i przyrządziliśmy sobie kanapki w samochodzie. Tak wyglądało prawie każde nasze śniadanie na Eurotripie – siedzieliśmy w lub obok samochodu i pałaszowaliśmy zakupione w Lidlu* jadło. Niezjedzoną żywność i napoje pakowaliśmy do lodówki turystycznej.

Zjedliśmy w pośpiechu. Mieliśmy do pokonania dość sporą trasę, a dochodziło południe. Z łezką w oku żegnaliśmy Wiedeń. Odjeżdżaliśmy w przekonaniu, że na pewno tu wrócimy, żeby zobaczyć to, czego nie udało nam się zwiedzić w przeciągu jednego dnia.

Za szybami samochodu robiło się ciekawie. Teren stopniowo stawał się coraz bardziej górzysty, aż w końcu doczekaliśmy się i wjechaliśmy w wyższe pasmo Alp. Zaczęła zmieniać się również pogoda. Na niebie pojawiły się ciemne, kłębiaste chmury, które zaczęły zbijać się i gęstnieć, aż w końcu lunął z nich rzęsisty deszcz. Wjechaliśmy w tunel i przejechaliśmy wewnątrz olbrzymiej góry. Gdy wyjechaliśmy z tunelu – świeciło słońce. Ten fascynujący fenomen obserwowaliśmy niejednokrotnie przejeżdżając tunelami przez góry. Padały nawet zakłady o stan pogody za kolejnymi tunelami.

Słowenia
Słowenia
Słowenia
Słowenia
Słowenia
Słowenia
Słowenia
Słowenia
Słowenia
Słowenia
Słowenia

Jechaliśmy długo, robiąc tylko dwie przerwy na postój. W deszczowym Mariborze wyskoczyliśmy na szybkie siku, potem gdzieś w punkcie obsługi przejezdnych zatrzymaliśmy się na lunch. Tak wyglądała zawartość bagażnika podczas większej części Eurotripu. Potem było już tylko gorzej – rzeczy przybywało (alkohol i pamiątki) i robił się coraz większy bajzel.

Słowenia

Jechaliśmy do miejsca, które zaproponował nam Michał – Bled. Na początku planowania trasy z niepamiętnych już przez nas powodów odrzuciliśmy tę miejscowość. Bogu dzięki, Michał był uparty i nie dał się odciągnąć od pomysłu zajechania do Bled za co aktualnie jesteśmy mu bardzo wdzięczni.

Zostawiliśmy auto na darmowym parkingu przy hotelu i ruszyliśmy zwiedzać.

Słowenia Bled

Bled to malownicza miejscowość z widokami rodem z baśni. W centrum miejscowości znajduje się szmaragdowe jezioro o tej samej nazwie. W jego północno-wschodniej części znajdują się źródła termalne, dzięki którym woda w sezonie letnim ma temperaturę dochodzącą do 26 °C! Bled jest jednym z najcieplejszych jezior alpejskich.

Słowenia Bled

Pośrodku jeziora wystaje zielona, pokryta drzewami i krzewami wysepka z przepięknym klasztorem Maryi Panny.  Znajduje się w niej dzwon z 1543 roku. Legenda głosi, że po uderzeniu w dzwon pomyślane życzenie wkrótce się spełni. Do dzwonnicy prowadzą schody. Według miejscowej legendy, jeżeli pan młody wniesie pannę młodą po 99 schodach i uderzy w dzwon, małżeństwo będzie szczęśliwe.

Słowenia Bled

Na przeciwległym brzegu dostrzegliśmy zamek Bledzki, wzniesiony na skale 130 metrów powyżej tafli jeziora. Zamek Bledzki to najstarszy tego typu obiekt w Słowenii – pierwszy zapis historyczny na jego temat pochodzi z 1011 roku.

Słowenia Bled
Słowenia Bled

Wdrapaliśmy się schodami na szczyt, żeby zobaczyć jezioro z góry. Widok był niesamowity.

Nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie zamku. Bilet do muzeum kosztował 9,00 EUR, było nam szkoda przeznaczyć tyle pieniędzy na coś, co nie do końca nas interesowało. Natomiast wspięliśmy się na znajdujące się obok skały, żeby podziwiać jezioro Bled i wysepkę.

Słowenia Bled

Słowenia Bled

Słowenia Bled
Słowenia Bled
Słowenia Bled
Słowenia Bled
Słowenia Bled
Słowenia Bled
Słowenia Bled
Słowenia Bled
Słowenia Bled
DSC_0916-min
DSC_0921-min
DSC_0925-min
DSC_0929-min

Zeszliśmy inną drogą – wiodącą przez miasto. Nie widzieliśmy już niczego interesującego do zwiedzenia, więc zaczęliśmy rozglądać się za miejscem, gdzie moglibyśmy zjeść syty obiad. Intensywna wspinaczka spotęgowała nasz głód. Kręciliśmy się między restauracyjkami, szukając niedrogiego zestawu obiadowego. Ceny były zbyt wysokie na nasze kieszenie, dlatego zdecydowaliśmy się zjeść pozostałe ze śniadania jedzenie. W pobliskim markecie kupiliśmy piwo, aby umilić sobie wieczór.

Słowenia Bled ceny

Zbierało się na deszcz, gdy dotarliśmy do samochodu z zakupami. Zjedliśmy obiadokolację w samochodzie i ruszyliśmy na poszukiwania noclegu. Jechaliśmy długo nim znaleźliśmy odpowiednie miejsce. Byliśmy zbyt zmęczeni na rozbijanie namiotu-kobyły, dlatego postawiliśmy jedynie namiot Michała i wszyscy chłopcy wcisnęli się do niego.

***

Bled to wspaniałe miejsce. Oczywiście, jeżeli należycie do tej grupy turystów, którzy nie lubią spędzać czasu zbyt aktywnie. Dla mnie Bled jest miejscem na raz i to tylko przejazdem. Miasteczko jest małe i spokojne – po odhaczeniu wizyty w zamku i klasztorze na wyspie, co zajmuje zaledwie parę godzin, nie ma tam niczego do roboty. Ponadto ze względu na wielkie zainteresowanie turystów miejscowością ceny są dość wysokie. Kurs stateczkiem na wyspę kosztuje ok 12 EUR. Wyczytałam gdzieś, że taniej wyjdzie wynajęcie łódki i dopłynięcie o własnych siłach. Niemniej Bled trzeba zobaczyć, ponieważ romantyczne pejzaże podbiją każde serce. Michał świetnie podsumował: idealne miejsce na oświadczyny lub ożenek. Panowie, proszę wykorzystać tę informacje 😉


UWAGI

* Lidl jest wszędzie, prawie w każdym zwiedzanym przez na kraju stołowaliśmy się co najmniej raz w Lidlu. Świadomość ta dawała nam poczucie bezpieczeństwa, ponieważ mieliśmy pewność, że wszędzie dostaniemy podobne jakościowo produkty, jednak zasmucał nas fakt kulinarnej unifikacji – czasem trudno było dostać coś naprawdę lokalnego.

]]>
http://www.noszerazykilka.pl/eurotrip-dzien-4-slowenia-bled/feed/ 0